czwartek, 20 listopada 2008

"Nie bój się, dziecko"

W najnowszym Tygodniku Powszechnym ukazał się artykuł-wywiad: "Nie bój się, dziecko" Prof. Szymon Redlich, profesor historii na Uniwersytecie Ben Guriona w Izraelu: Zdaniem wielu historyków żaden inny katolicki hierarcha nie dostarczył tak bezpośredniego świadectwa na temat Zagłady i nie okazał takiej troski o los Żyda jako Żyda. / Rozmawiał ks. Adam Boniecki

Na stronie http://tygodnik.onet.pl/0,0,17360,1,artykul.html jest część, jak tylko pojawi się w całości to umieszczę go na blogu. Już jest w kioskach.

środa, 19 listopada 2008

Kilka cytatów Przemyślan rozumiejących historię

Część wypowiedzi pana Zdzisława Besza z portalu www.przemyslanin.pl

Nie byłoby krwawych wojen kozackich, celowo podsycanych przez zaborców konfliktów (o ile do zaborów by doszło), a być może też rzeki polskiej i ukraińskiej krwi przelanej w latach ostatniej wojny, gdyby nie błędy z przeszłości, w tym z II RP, gdzie – co tu kryć – Ukraińcy byli de facto obywatelami drugiej kategorii. Jeśli czujemy się Polakami, którzy poważnie myślą o przyszłości swojej ojczyzny, wyciągnijmy właściwe wnioski z tamtych kart historii.

Zobacz

A to ku woli przypomnienia, że nie tylko Ukraińcy byli oprawcami.

2 XII br. w Piskorowicach (gm. Leżajsk) na budynku szkoły odsłonięto tablicę pamięci ok. 300 Ukraińców, którzy 17.04.1945 r. padli ofiarą mordu dokonanego przez Narodowe Zjednoczenie Wojskowe. Zbrodni na cywilach oczekujących na repatriację do ZSRR dokonały oddziały Józefa Zadzierskiego („Wołyniak”), Jana Totha („Mewa”), Stanisława Pelczara („Majka”), Franciszka Kozuba („Lis”) i Józefa Krawczyka („Kudłaty”). W szkole, gdzie gromadzili się gotowi już do wyjazdu Ukraińcy zabito 158 osób, głównie kobiet i dzieci. Innych mordowano we wsi i na polach nad Sanem.

Hołd ofiarom piskorowickiej zbrodni oddali księża obrządku greckokatolickiego, prawosławnego i rzymskokatolickiego, przedstawiciele władz administracyjnych i samorządowych oraz delegacje organizacji ukraińskich z Polski i z Ukrainy, a także dawni i obecni mieszkańcy tej wioski. Rozpoczęto od mszy w intencji zmarłych nad ich mogiłą na cmentarzu parafialnym, skąd wszyscy udali się do szkoły, gdzie odsłonięto i poświęcono memorialną tablicę. W okolicznościowych wystąpieniach nawiązano też do innych tragicznych wydarzeń okresu powojennego, w których działania różnych formacji zbrojnych pozbawiły życia od kilkuset do tysiąca mieszkańców wioski i okolic.

Zobacz

Szaleniec - ale czy napewno boży?

Z wielkim zadziwieniem przeczytałem tekst pana Bronisława Wildsteina opublikowany w Rzeczpospolitej 17-11-2008 r. pt. "Szaleniec boży". Tekst odnosi się do osoby ks. Tadeusza Isakowicza-Zalewskiego. Piękny panegiryk na temat tak zacnej osoby, aż można odnieść wrażenie, że są to "wariacje na temat". Nie neguję osiągnięć naukowych ks. Tadeusza czy też działalności na rzecz osób niepełnosprawnych, tylko pochwalić. Jednak druga część, która dotyczy Wołynia czy też "samooczyszczenia" się Kościoła budzi co najmniej zaniepokojenie.

Czy możemy mówić o przywróceniu prawdy, jak pisze pan Wildstein? Przecież ta prawda nigdy nigdzie nie zaginęła, więc co tu przywracać???

Ostatnio miałem okazję być w archikatedrze św. Jana w Warszawie i muszę powiedzieć, ku memu zdziwieniu, znalazłem wśród tablic wiszących na ścianie po prawej stronie kościoła tablice upamiętniającą "Polaków zamordowanych prze Ukraińskich Nacjonalistów". Taka tablica jednak nie jest wyjątkiem, jest w wielu kościołach w Polsce. Prawda w wydaniu ks. Tadeusza Isakowicza jest prawdą tylko ks. Tadeusza, bo z obiektywizmem nie ma ona nic wspólnego.

Większość programów publicystyczny, w których występuje ks. Tadeusz jest tylko jednym punktem widzenia. Nie neguję cierpienia ludzi i tego co przeżyli, były to na pewno traumatyczne przeżycia, ale moi przodkowie także przeżyli gehennę wypędzenia, gehennę śmierci przodków zamordowanych przez Polskich nacjonalistów i broni nie używali tylko noży. Ale cóż, wola przebaczenia i niedopatrywania się w każdym polaku nacjonalisty i szowinisty jest większa, niż wola sprawiedliwości. Sprawiedliwy jest tylko Bóg.

Zajmowanie się tematyką kresów dzisiaj stało się chodliwym tematem medialnym, można dzięki niemu zaistnieć. No ale cóż, byli działacze solidarnościowi widocznie przyzwyczaili się do istnienia w trudnych czasach dla Polski i teraz ciężko się odzwyczaić, odejść w pokorze. Nie ma komunistów, to są Ukraińcy, z którymi to zawsze można powojować.

Drugim dyżurnym tematem ks. Tadeusza jest temat tajnych współpracowników SB, a w szczególności poszukiwania wśród akt IPN osób duchownych. No i znowu na nowo trzeba zweryfikować pojęcie prawdy i sprawiedliwości ks. Tadeusza. Szaleństwem Bożym to nie ma nic wspólnego, ale raczej z obłędem maniaka, który za cenę istnienia jest gotowy na wszystko. Czasami mam wrażenie, że stał się dyżurnym krytykantem Kościoła, w szerokim znaczeniu. Krytykantem nie krytykiem, bo krytyka jest tylko wtedy gdy wnosi coś nowego do sprawy, a krytykanctwo to tak jak "ujadanie burka".

Proszę Księdza, tak jak wiele razy ksiądz apelował do Ukraińców i do hierarchów Kościoła w różnych sprawach, tak i ja dzisiaj apeluję do Księdza.

DOSYĆ SIANIA NIENAWIŚCI, DOSYĆ PROPAGANDY I PODJUDZANIA, DOSYĆ MÓWIENIA KOMUŚ CO MA CZUĆ.

Rozpocznijmy dialog, a nie prowadźmy monologów.

W Braterstwie Kapłańskim


Oczyszczenie ułatwi wzajemne przebaczenie

''Tyle goryczy i udręki przeszły oba nasze narody w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Niech to doświadczenie posłuży jako oczyszczenie, które ułatwi spojrzenie z dystansem na dawne spory, pretensje i wzajemne nieufności, a przede wszystkim ułatwi wzajemne przebaczenie dawnych krzywd. Dzisiaj dosłownie wszystko - a przede wszystkim wspólna wiara w Jezusa Chrystusa - wzywa do pojednania, braterstwa i wzajemnego szacunku; do szukania tego, co łączy. Wzniecanie dawnych nacjonalizmów i niechęci byłoby działaniem przeciwko chrześcijańskiej tożsamości; byłoby również rażącym anachronizmem, niegodnym obu wielkich narodów''

(Jan Paweł II, przemówienie w grekokatolickiej katedrze w Przemyślu, 2.06.1991 r.).

Czas oderwać się od bolesnej przeszłości

''Dzisiaj (...) odczuwamy głęboką wewnętrzną potrzebę uznania różnych przejawów niewierności ewangelicznym zasadom, jakich nierzadko dopuszczali się chrześcijanie pochodzenia zarówno polskiego, jak i ukraińskiego, zamieszkujący te ziemie. Czas oderwać się od bolesnej przeszłości! Niech przebaczenie - udzielone i uzyskane - rozleje się niczym dobroczynny balsam w każdym sercu. Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy gotowi będą stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, aby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności.''

(Jan Paweł II, homilia podczas mszy dla ukraińskich katolików – Lwów, 26.06. 2001 r.).

piątek, 14 listopada 2008

Nieścisłości w odpowiedzi pana Andzrzeja Zapałowskiego na list otwarty ks. Jana Tarapackiego

Czytając list odpowiedź europosła pana Andrzeja Zapałowskiego na list ks. Jana Tarapackiego nie sposób było nie zauważyć wielu nieścisłości, których to właśnie dopuścił się pan Zapałowski, a nie jak to sugeruje poseł, uczynił ks. Jan. Chciałbym zauważyć, że w wielu kwestiach to pan Andrzej Zapałowski nieuważnie czytał swój list otwarty do premiera Donalda Tuska, odpisując ks. Janowi. Kilka przykładów:


Odpowiedź p. Zapałowskiego ks. Tarapackiemu

cyt:"1.Nigdzie nie napisałem, iż wszystkich bez wyjątku członków Związku Więźniów Politycznych i Represjonowanych nazwałem upowcami, mordercami czy też terrorystami (dwa ostatnie słowa w ogóle w tekście nie padły). Napisałem tylko, iż byli „kombatanci" UPA (uogólnienie-wszystkich bez wyjątku) (nieuznawani nawet przez rząd Ukrainy za kombatantów) działający pod przykrywką „wspomnianego związku" organizują corocznie uroczystości uświetniające rocznice powstania UPA oraz jego przywódców, którzy wydawali rozkazy dokonywania ludobójstwa". Zwróciłem zatem uwagę na wykorzystywanie wspomnianego związku - organizatora uroczystości na część UPA - do szerzenia gloryfikacji tej organizacji. Zresztą samo odznaczanie w trakcie uroczystości „wojaków UPA" przez władze związku są same w sobie wymowne."

Otóż, nieścisłość polega w uogólnieniu pana Zapałowskiego w liście do pana Premiera, a później wycofywaniu się z tego co powiedział. Jest to jawna gra słowami, które mają na celu wzbudzić określone reakcje emocjonalne. "Naciąganie" post factum tego co miało się na myśli w liście otwartym, jest co najmniej niestosowną grą na emocjach.

Odpowiedź p. Zapałowskiego ks. Tarapackiemu

cyt. "Nigdzie nie napisałem, iż wszystkich bez wyjątku członków Związku Więźniów Politycznych i Represjonowanych nazwałem upowcami, mordercami czy też terrorystami (dwa ostatnie słowa w ogóle w tekście nie padły)"

Odpowiedzią niech będą słowa z punktu 3 listu Pana Zapałowskiego do Premiera Donalda Tuska

"(...) której to żołnierze byli setkami w okrutny sposób mordowani za służbę Polsce przez formacje UPA. Nie wiem czy jest państwo, które toleruje udział swoich oficerów w uroczystościach na cześć terrorystycznej formacji mordującej starszych kolegów (dowód zdjęcia z uroczystości)."

Zwróćmy uwagę, o ile słowa o terrorystach nie padły w pierwszym punkcie, jak broni się pan Zapałowski, to już w punkcie trzecim porównuje UPA do "(...) terrorystycznej formacji mordującej(...)"

Odpowiedź p. Zapałowskiego ks. Tarapackiemu

"W moim piśmie nie odnosiłem się w ogóle do operacji „Wisła". Tak więc sformułowane przez Księdza uwagi pozostawię bez komentarza."


Co jest jawną ignorancją historii ze strony pana Zapałowskiego. Gdyż historii nie można wyrywać z kontekstu i manipulując nią udowadniać swoich racji.

Odpowiedź p. Zapałowskiego ks. Tarapackiemu


"Nigdzie nie napisałem, iż wszyscy członkowie Związku Ukraińców w Polsce, a tym bardziej cala społeczność ukraińska w Polsce jest posądzana przez mnie o działanie na szkodę Polski - tu muszę to napisać – to jest kłamstwo! Jeżeli Ksiądz porucznik doczytałby dokładnie list, to można w nim przeczytać, iż piszę, że niektórzy działacze Związku Ukraińców w Polsce oficjalnie promują szowinizm narodowościowy oraz gloryfikują ideologię, która doprowadziła do ludobójstwa". Nic więcej!!! Ponadto w swoim liście podkreśliłem, iż „jestem zwolennikiem wspierania przez państwo życia kulturalnego i oświatowego mniejszości narodowych". Gdzie Ksiądz wyczytał w moim liście, iż jestem przeciwny dotowaniu z budżetu państwa działalności mniejszości ukraińskiej?"

Tym jednym kolokwialnym zdaniem, pan Zapałowski zasugerował problem dotacji dla mniejszości narodowych

"Niektórzy działacze Związku Ukraińców w Polsce oficjalnie promują szowinizm narodowościowy oraz gloryfikują ideologię, która doprowadziła do ludobójstwa. Korzystają przy tym ze wsparcia, jakie rząd RP udziela mniejszości ukraińskiej w Polsce."

Fakt, napisał "Niektórzy działacze", ale w całym kontekście, można w bardzo prosty sposób odczytać sugestię o cofnięciu dotacji mniejszości ukraińskiej z budżetu państwa.


Odpowiedź p. Zapałowskiego ks. Tarapackiemu


"Naród polski był przez 40 lat prześladowany przez komunistów, a tymczasem w okresie II RP cześć mniejszości ukraińskiej była represjonowana przez okres o połowę krótszy."

Czy ta część mniejszości ukraińskiej represjonowanej przez okres o połowę krótszy, to są Ukraińcy którzy znaleźli się w granicach II RP??? Jak tak, to dlaczego mniejszość Polska dążyła do niepodległości z pod zaboru Austriackego, tu także krzywda Polakom się nie działa.


Zachęcam także do zapoznania się ze słownikowym znaczeniem słowa SZOWINIZM, a także do poczytania postów na forum www.nowiny24.pl i ocenić samemu kto jest szowinistą. Zacytuję jednego z moich znajomych, który tak ocenił relacje polsko-ukraińskie: "Polak kochający swój kraj to patriota, a Ukrainiec kochający swój kraj to nacjonalista i szowinista.".

o. Pawło

LIST OTWARTY DR ROMANA DROZDA DO KS. TADEUSZA ISAKOWICZA-ZALEWSKIEGO

W związku z prośbą pana dr Romana Drozda do ks. Tadeusza Isakowicza-Zalewskiego o opublikowanie listu na blogu ks. Tadeusza i nie spełnieniu, tejże prośby, umieszczam list na swoim blogu.

o. Pawło

Pleni titulo
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Słupsk, 27 października 2008 r.

"Pożary gasną, tylko ogień
Ułaskawiony wiecznie trwa..."
Zbigniew Herbert

Wielebny Księże,

Mój list jest dowodem, że postawa i głoszone poglądy Księdza nie są mi obojętne (obojętność jest najboleśniejsza!), a to w wyniku publikacji na temat współpracy Kościoła Rzymskokatolickiego w Polsce z SB, o której, na marginesie, podczas moich studiów na KUL-u czasami mówiło się nieoficjalnie, przywołując przykłady owej kolaboracji z historii jeszcze żywej. Ku naszemu studenckiemu zdziwieniu Jan Paweł II, zapewne wiedząc o tym, jakoś nie zajmował stanowiska sędziego. Dzisiaj jestem pewny, iż inaczej niż my rozumiał Sprawiedliwość Bożą i bojaźń przed osądem kogokolwiek.

Ale i żywą, boleśniejszą, jest historia stosunków polsko-ukraińskich, bo tym zajął się Ksiądz obecnie, kolejny raz wzbudzając burzę medialną. To naturalne i wszyscy przyzwyczajamy się do reguł współczesnej, błyskawicznej interakcji.

Wypowiadam się tylko za siebie i od siebie. Nie jestem historykiem, a moja wypowiedź nie może być przedmiotem generalizacji historiozoficznej, narodowej czy konfesyjnej. A dotyczy ona tylko i wyłącznie wypowiedzi łaskawego Księdza z dnia 27.10.2008 w TVN 24 w programie red. Bogdana Rymanowskiego oraz na blogu. Czy mam jako nie-historyk do tego prawo? Kiedyś Zygmunt Kałużyński zapytał, czy na temat mleka może wypowiadać się tylko krowa? I choć przywołanie tego pytania jest niestosowne, proszę mi wybaczyć, to jednak nie znajduję bardziej lapidarnego.

Pragnę Księdzu przesłać w niedługim okresie kanadyjski film dokumentalny "Vohon' i Zbroya" (Ogień i Zbroja), którego finalizacja w postaci DVD nastąpi w najbliższych miesiącach. Film, do którego reżyser, Miroslav Ivanyk, przygotowywał materiały wiele lat.

Pisałem i realizowałem muzykę do tego filmu, a więc znam każdy kadr, każdą scenę. Mogłem naprawdę skonstatować czym faszerowała mnie edukacja za czasów PRL-u na temat UPA i nacjonalizmu ukraińskiego i porównać z tym, co reprezentuje film, wcale nie w jakiejś supozycji, czy próbie polemiki z kimkolwiek. Reżyser z założenia ukazuje tę złożoną problematykę dla ludzi Zachodu i Wschodu, opierając się w każdym calu na udokumentowanych wydarzeniach, na wielu wywiadach ze świadkami (głównie z Polski), całej masie zdjęć i kosztownych fragmentów filmów archiwalnych z całego świata. Oś tegoż filmu dokumentalnego stanowi geneza i historia Ukraińskiej Powstańczej Armii na ziemiach za tzw. linią Curzon'a, zwana w literaturze ukraińskiej jako „Zakerzonnia". Ale ad rem...

Lekkość połączona z arogancją, z jaką Ksiądz wypowiada się w mediach (TVN 24) na temat tego okresu, jest po prostu przerażająca. Po chrześcijańsku uznaję, iż prawda jest jedna. A prawda tego okresu jest złożona i zaplątana w najczarniejsze karty ludzkości – w XX wiek, w miliony trupów, rzuconych na próg tysiąclecia jak danina szatanowi... A największym zbrodniarzem, proszę Księdza, była wówczas i jest nadal, ignorancja i niewiedza. I w konsekwencji ludzkie słowo, szczególnie wolne od odpowiedzialności nie tyle semantycznej, co etycznej. Znamienne, że "Requiem" polskiego kompozytora, Romana Maciejewskiego, który dziwnym zrządzeniem wyemigrował z Polski, z oblicza "tej Ziemi", poświęcone jest wszystkim ofiarom ignorancji. Pewnie dlatego jest tak długie i poruszające do głębi. Ksiądz inspiruje mnie do napisania Requiem wschodniego, takiej Panachydy, dedykowanej wszystkim ofiarom arogancji ludzkiej.

Nikt nie odbiera Księdzu prawa do publikacji tragicznych rodzinnych wspomnień, jakże bolesnych, jak wnioskuję z wypowiedzi w TVN24. Ale jeszcze boleśniejsza jest zadufana, arogancka generalizacja i uprawiana przez Księdza historia podwórkowa, jakaś naukowa prywata, ów polski monopol na cierpienie i "angelizacja" polskich formacji, takich jak Oddziały Samoobrony. Wspomniany film obnaża inne oblicze tej "obrony".

Dla mnie wypowiedź Księdza nie licuje z koloratką, której autorytet wykorzystuje Ksiądz do głoszenia jedynie słusznej „prawdy”. Kim Ksiądz jest, iż uzurpuje sobie prawo do tak poważnych uogólnień, chociażby tych, że księża greckokatoliccy zabijali? Czy to po prostu nie jakaś Teologia Wyzwolenia po słowiańsku? To bardzo boli, iż jestem członkiem bandyckiego Kościoła, który za jedność eklezjalną przelał najwyraźniej bez sensu krew, to rzeczywiście musi być wrzód na Mistycznym Ciele Chrystusa. Dlaczego jeszcze Ksiądz nie nawołuje, aby powywieszać Księży Greckokatolickich, najlepiej w ruinach i resztkach zdewastowanych przez tak bogobojnych chrześcijan cerkwi w Bieszczadach. Dziwię się, dlaczego jeszcze leżą relikwie Św. Jozafata Kuncewycza w Bazylice San Pietro w Rzymie.

Przede wszystkim, jako zwykły potomek Akcji Wisła, proszę wszystkie środowiska naukowe o rzetelną definicję nacjonalizmu ukraińskiego i kryteriów ludobójstwa i eksterminacji.

Wołyń – czy Ksiądz umie odpowiedzieć na najprostsze pytanie, zadawane przez historyków nie z Polski – kto był odpowiedzialny za politykę narodowościową i konfesyjną na tych ziemiach? Czy wysilił się Ksiądz powiedzieć gdziekolwiek o genezie konfliktu na Wołyniu, o ówczesnym status quo mniejszości ukraińskiej, chociażby o tym, iż tylko na niwie edukacyjnej każdy młody Ukrainiec był "numerus clausus"? To są rzeczy elementarne dla kogoś, kto chce pisać o historii piórem, nie siekierką... I to tak tępą.

Problem kwalifikacji tych wydarzeń: próba nazywania tragedii Wołyńskiej ludobójstwem jest nieporozumieniem, co nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek deprecjacją tych wydarzeń czy redukcją do incydentalności. Wołyń ukazał tragedię, wynikłą głównie wskutek złej polityki II RP wobec mniejszości ukraińskiej, doprowadzonej do tak tragicznej desperacji. Co wcale nie jest usprawiedliwieniem, bo nic nie tłumaczy targnięcia na życie drugiego człowieka, ale są to okoliczności, których szanujący się człowiek inteligentny nie "przemilcza". Nie zgadzam się tutaj z poglądami Marszałka Marka Jurka, choć go bardzo szanuję i podaję obu stronom za wzór ogromnej kultury polemiki, że i tak Ukraińcy mieli lepiej w II RP niż u Sowietów. Owszem, może ich bito mniej. Opinie zaś, że oto naraz II RP zabezpieczała wszystkie potrzeby duchowe i edukacyjne mniejszości ukraińskiej są zwykłą megalomanią. To piekło wołyńskie sprowadzone zostało do najniższych pobudek, bo tym ludziom odbierano wszystko. Kościół Prawosławny miał raczej słabe oddziaływanie na świadomość narodową, więc nie mógł podjudzać do bratobójczej walki. Podobnie Kościół Greckokatolicki, owszem, broniący i pielęgnujący wartości narodowe Ukraińców, ale na litość Boską, nie z karabinem w dłoniach! I jakim cudem na terenach Wołynia, bo był tam szczątkowy? Czy ktoś ze strony ukraińskiej zaprzecza, że właśnie w takim kontekście zjawiają się różne grupy radykalne, również zwykli szabrownicy z obu narodów?

Dlaczego nikt na „tej Ziemi" nie mówi o całym kontekście permanentnie wyrzynanej inteligencji w Ukrainie sowieckiej, o tzw. „rozstrzelanym odrodzeniu" w latach trzydziestych, dlaczego nikt nie zauważa tragedii podziału konfesyjnego, piętna rusyfikacji i problemów do dziś z tożsamością, próbą nazywania rusinami, łemkami, chachłami, prawosławnymi, unitami, banderowcami... Czy tak trudno zauważyć historiozoficznie, że doświadczenia tego narodu, obu Cerkwi, były przerażające? W imię poszanowania ofiar trudnej historii, bezimiennych cierpień, które doznały nasze narody, i polski, i ukraiński – a mówię tu nie tylko o Wołyniu – nawołuję do innego języka, która nie zakłóca biegu życia „hic et nunc“.

Czy taką historyczną żonglerkę ofiarami po obu stronach chce uprawiać Ksiądz? Dajmy historykom szansę, aby w końcu pozwolono im dokładnie, jak nawołuje Zofia Nałkowska, policzyć ofiary, każde istnienie, nie zaokrąglenia, choć nie wiem jak te wyliczenia mogą być trudne. Nie wolno o tym milczeć. Tu wszyscy się zgadzamy. Nikt ze strony ukraińskiej nie nawołuje do zasypania tego piaskiem. I sparafrazuję za słowami Marszałka Marka Jurka, iż chodzi o jasne stanowisko narodu polskiego, ale i ukraińskiego co do oceny tych wydarzeń. A ksiądz uprawia osąd zbiorowy, wykluczający totalnie stronę ukraińską z dyskusji. Wciąż uważam, iż postawa ukraińskich historyków jest wciąż zbyt bierna, poza kilkoma wyjątkami badaczy, którzy chodząc od wioski do wioski wołyńskiej próbują dokonać wyliczeń. Skoro już chrześcijańskie wartości nie pomagają, to niech przemówi redukcjonizm tragedii ludzkiej do prostej matematyki. Czy to ma mówić do kapłana taki żuczek w wierze jak ja?

Zastanawiam się jako muzyk, rzecz jasna, z ogromnym zabarwieniem emocjonalnym, jak taki naród mógł stworzyć takie bogactwo muzyczne? Zły naród nie śpiewa, proszę Księdza.

Ad vocem co do Prezydenta Wiktora Juszczenki – mam nieodparte wrażenie, że nacjonalizmem dla Szanownego Księdza jest już samo posługiwanie się językiem ukraińskim, inaczej nie potrafię zrozumieć oskarżenia, że Prezydent wolnej Ukrainy jest, na Boga, nacjonalistą. To po prostu Himalaje Endecji w czystej, wyborowej i spirytusowej postaci.

Bez odwoływania się do stonowanej wypowiedzi Bpa Włodzimierza Juszczaka (czytałem ją na internetowych stronach dyskusyjnych, to curiosum, gdzie tam jest agresja?! I dlaczego Ksiądz boi się umieścić ten list na swojej stronie pod listem Prof. Pazia?), zapytam wprost: co Ksiądz robi w strukturach Kościoła Katolickiego? Nawet największe autorytety kościelne nie mówią takim językiem jak Ksiądz w ocenie kogokolwiek. To język inkwizycji, bo wystarczy Księdzu donos.

W reasumpcji, któryś z nas ma poważny problem z definicją chrześcijaństwa, a jeszcze bardziej z kerygmatem. Uściślając, dla mnie Chrystus umarł i zmartwychwstał, dla Księdza – jeśli wolno mi zauważyć – Chrystus jedynie umarł, bo sanhedryn miał na Niego bardzo poważne zarzuty...

z szacunkiem i chrześcijańskim pozdrowieniem:

Слава Ісусу Христу!
Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus!
Laudetur Jesus Christus!
Sia lodato Gesu Cristo!


dr Roman I. Drozd
dyrygent, kompozytor, producent muzyczny,
obywatel RP od urodzenia


P.s Mój adres mailowy: roman.drozd@gmail.com. Zanim Ksiądz napisze o "agresji" mojej wypowiedzi, to proszę o umieszczenie tego listu na stronie Księdza. Niech choć raz Ksiądz ma odwagę zastosować wobec siebie mądrość ewangeliczną "Nie lękajcie się!"