czwartek, 28 maja 2009

MAKIETA ZRUJNOWANEJ ŚWIĄTYNI

Niecodziennym zjawiskiem jest, rekonstrukcja świątynia, która uległa zniszczeniu. We wsi Wierzbica, z której pochodzą moi przodkowie (zostali wypędzeni w ramach Akcji Wisła w 1947r.) ks. Stanisław Gorczyński dokonał rzeczy niesamowitej, a jednocześnie odważnej. Zrekonstruował cerkiew w formie makiety, w której modlili się niegdyś moi dziadkowie, a która została rozciągnięta przez nieznanych sprawców. Nie zawaliła się samoczynnie, świadczą o tym ślady po kołach maszyn rolniczych, które zastali świadkowie oglądaj ruiny po cerkwi. Dziś przy kaplicy w Wierzbicy, na cokole stanęła makieta, miniatura świątyni. Pierwszy krok i przełamanie stereotypów zostały wykonane, być może drugim krokiem powinna być odbudowa świątyni w miejscu gdzie stała dawniej i w oryginalnych rozmiarach? Gratuluje pomysłu i odwagi, a jednocześnie dziękuję w imieniu swoim i moich bliskich.

o. Pawło

Więcej fotografii na stronie Parafii Św. Piotra i Pawła - Reprodukcja 1 i Reprodukcja 2







środa, 27 maja 2009

WAKACYJNY PROPOZYCJE-PRZYJEMNE Z POŻYTECZNYM

Bractwo Młodzieży Greckokatolikciej świętuje 25-lecie. Zaprasza na wypoczynek z Panem Bogiem, także i na świętowanie rocznicy. Siostry Bazylianki zapraszają na rekolekcje dla dziewcząt do Gorlic. No i niebawem zapewne zjawi się zaproszenie od Sióstr Służebnic NMP z Przemyśla. Ojcowie Bazylianie zapraszają na dni odnowy duchowej do Węgorzewa. Jak widać propozycji na wypoczynek jest wiele, zachęcam do skorzystania bo warto. Także chciałbym zauważyć jeden pozytywny fakt, który właśnie dokonuje się na naszych oczach, a jest to praca domów zakonnych(męskich i żeńskich) w Polsce. Jak widać, każde ze zgroamadzeń w swojej pracy wychodzi do ludzi, aby uszczknąć dla świata rąbek monastyrskiego życia. Bractwo młodzieży Greckokatolickie SAREPTA i wypoczynek w Bieszczadach ma zupełnie inny charakter niż rekolekcje w domu zakonnym. Zachęcam do skorzystania i z jednej i z drugiej formy.

SAREPTA 2009


25-ЛІТТЯ САРЕПТЯНСЬКИХ ТАБОРІВ
Запрошуємо всіх, з 19 по 22 липня, до спільного відсвяткування, великого ювілею САРЕПТИ. Вже 25 літ у нашій Греко-католицькій Церкві на лемківській землі
у Новиці та Команчі відбуваються молодіжні табори, які огорнули своєю опікою багато людей і вже можемо сказати поколінь. Не в одному серці, не в одному житті, перебування з Богом, у гарних пленерах, залишило незатертий слід Його присутності.

Це ми пробуємо ставатися кращими людьми завдяки спільним молитовним мандрівкам, поборюванні перешкод і шуканні Бога у собі, ближньому і світі який довкола нас. Читання Святого Письма а особливо про вдову і пророка Іллю у Сидонській Сарепті де не забракло Божого благословення – пам’ятає кожен з нас.

Дозвольте запросити себе ще раз, щоби відчути Бога і відновити ідеї з ваших сарептянських зустрічей.

І ТАБІР
06.07 – 17.07.2009 – у Команчі
для гімназій та середніх шкіл
Ведучі: о. Богдан Круба 693821534
п. Люцина Кравецька (089) 763 22 33 або 604426309
06.07 – 17.07.2009 – у Новиці для середніх шкіл
Ведучі: о. Качмар Петро (018) 3534304, 603721193
о. Назар Григорій (018) 3525595, 601154578

19.07 – 22.07.2009 - ЮВІЛЕЙ 25-ЛІТТЯ САРЕПТИ НОВИЦЯ-КОМАНЧА

ІІ ТАБІР
20.07 – 31.07.2009 - у Команчі для гімназій
Ведучий: о. Ярослав В’єнц (013) 462 90 21 або691 960 077
27.07 – 07.08.2009 – у Новиці для родин
Ведуча: п. Люцина Кравецька (089) 763 22 33 або 604 426 309

ІІІ ТАБІР
03.08 – 14.08.2009 – у Команчі для родин
Ведучий: о. Шимон Янковський (012) 658 05 79 або 604 788 877
10.08 – 21.08.2009 – у Новиці для середніх шкіл і студентів
Ведучий: о. Іван Піпка (018) 471 54 82 або 693 302 382
27.07-01.08. 2009 - мандрівний табір на роверах. Шляхом лемківських церков від Вірхомлі до Команчі
Ведучий: о. Іван Піпка (018) 471 54 82 або 693 302 382

Ціна поїздки: 150 зл./особу. Взяти: добрий! ровер, спальні мішки, карімату, одяг на різну погоду, денно біля 60 км.

Ціна побуту на місцевих таборах: 180 зл./особу. Для 2 або більше осіб з сім’ї 150 зл./особу.

Сарепта Родин: Батьки 150 зл./особу. Діти 50 зл./особу

На Сарепту до Новиці приїжджаємо без спальних мішків,
Забезпечуємо ковдри і постіль!!!

Карти зголошень можна побрати зі сторінок брацтва:
http://www. Bractwosarepta.pl
Виповнені зголошення просимо надсилати на адресу:

Bractwo „SAREPTA”
ul. Zdrojowa 8
33-380 Krynica Zdrój

ZGROMADZENIE SIÓSTR BAZYLEGO WIELKIEGO W GORLICACH

Сестри Василіянки організовують чергові реколекції для дівчат ґімназіальних та середніх шкіл від 22 до 26 червня 2009 року в монастирі у ГОРЛИЦЯХ.
Програма включає спільну молитву, зустрічі, розмови, вогнище, а також ігри, забави та інші цікаві атракції...

Ця чудова традиція зродилася вже багато років тому, але не втрачає своєї ваги для такої молоді, яка повна інтузіазму, зачарування у все нових пошуках, відкриваннях, у змаганнях та взаємному даванні себе іншим.

Про Вашу участь просимо повідомляти організаторів до:01.06.2009 р.
s. Ołena Broyaka, OSBM, ul. Daszyńskiego 29B/3, 11-400 Kętrzyn, tel.(089) 751-09-12, tel. kom. 784229647; c.olena@wp.pl; c.olena@tlen.pl та Сестер –катехиток (s. Miriam Biłas, OSBM, ul. Daszyńskiego 29B/3, 11-400 Kętrzyn, tel.(089) 751-09-12; tel. kom. 608498948;
s.Magdalena Szewczyk, OSBM, ul. Bukowiecka 8, 03-676 Warszawa, tel. (022) 678-30-31;
s. Monika Kuchta, OSBM, ul. Braniewska 3, 14-520 Pieniężno, tel. (055) 243-67-03;
s. Natalia Hukowicz, OSBM, ul. Braniewska 3, 14-520 Pieniężno, tel. (055) 243-67-03).


ZGROMADZENIE OJCÓW BAZYLEGO WIELKIEGO W WĘGORZEWIE


Повідомляємо, що 11-14 червня 2009 року у василіянському монастирі у Венгожеві відбудуться Таворські Зустрічі для дорослих. У програмі зустрічей, крім спільних бесід та молитви також передбачений час на відпочинок над водою у відпочинковому осередку. Зустріч розпочинається 10 червня, у середу вечором. Тема духовних вправ – продовження роздумів над Св. Євангелієм від Йоана. Просимо взяти з собою Святе Письмо.
Про Вашу участь просимо повідомляти організаторів: моб. тел.: 0 784 609 249, 0 608 533 204.

niedziela, 17 maja 2009

Rozmowa z prof. Adamem Danielem Rotfeldem

2009-05-15
Ocalony
rozmowa z prof. Adamem Danielem Rotfeldem

fot. Jakub SzymczukO burzliwych kolejach losu z prof. Adamem Danielem Rotfeldem rozmawia Andrzej Grajewski

Andrzej Grajewski: Urodził się Pan w Przemyślanach koło Lwowa w marcu 1938 r. W jakiej rodzinie?
Adam Daniel Rotfeld: – Moja wiedza na ten temat jest dość ograniczona. Los sprawił, że właściwie nie znałem swoich rodziców. Siostra, choć starsza ode mnie, także niewiele pamiętała. W związku z przeżyciami wojennymi przedwcześnie umarła. Ojciec miał w Przemyślanach kancelarię adwokacką. Mówiono mi, że był przewodniczącym rady adwokackiej. Był też przewodniczącym gminy żydowskiej w Przemyślanach. W domu jednak rozmawiano po polsku.

Jak Pan trafił do klasztoru w Uniowie?
- Ojciec reprezentował przed wojną interesy prawne zakonu studytów w Uniowie. Najpierw do klasztoru posłano starsze dzieci, moich kuzynów. Kiedy wrócili – bo nie chcieli tam zostać – trafiło na mnie.

Jak zaczęła się okupacja niemiecka?
- Latem 1941 roku do Przemyślan weszli Niemcy. Sporo mieszkańców ewakuowało się, uciekało na Wschód. Wiele lat po wojnie przypadkowo spotkany podczas wakacji na Wybrzeżu syn kierownika poczty z Przemyślan opowiedział mi, że jego ojciec zaproponował mojemu, aby wyjechali wspólnie. Ojciec odmówił. Miał wówczas powiedzieć, że zostaje, ponieważ wie, że to „bolszewicy są barbarzyńcami, a Niemcy są narodem cywilizowanym. Zostaję”. Wkrótce zaczęły się łapanki, akcje, rozstrzeliwania. Rodzina podjęła decyzję, by ratować przede wszystkim dzieci. Wówczas właśnie rozegrała się scena, którą doskonale pamiętam.

Ile Pan miał lat?
- Był to grudzień 1941 r. Miałem wówczas 3 i pół roku. Zakonnik, który przywiózł moich kuzynów, miał na imię Daniił, z ukraińska mówiono Danyło. Stanął w drzwiach i zwrócił się do ojca: „Panie doktorze, a może by Pan swojego syna oddał”. I nagle wszyscy na mnie spojrzeli i zaczęli mnie szybko ubierać w zimowe rzeczy. Wsadzono mnie na wóz wymoszczony sianem, przykryto burką. Brat Daniel, z którym jechałem do Uniowa, siedział obok woźnicy, młodego chłopaka. Proszę sobie wyobrazić, że przed rokiem w maju byłem w Uniowie na jednej z uroczystości. Podszedł do mnie starszy pan, po osiemdziesiątce, i powiedział: „To ja byłem woźnicą. Siedziałem obok brata Daniiła…”.
Jaki był los Pańskich rodziców?
– Ojciec po paru tygodniach stracił złudzenia. Dowiedział się, że Niemcy nie wywożą ludzi na roboty, ale na zagładę. Powiedział: „Ci, którzy chcą przeżyć, muszą uciekać”. Razem z moim Ojcem, Matką i siostrą 150 rodzin uciekło do lasu i stworzyło tam oddział samoobrony. Część z nich przeżyła. Ojciec organizował żywność dla całej ukrywającej się grupy – kupował, wymieniał cenne rzeczy, prosił przyjaciół o pomoc. Z biuletynu wydawanego przez świrzan dowiedziałem się przed laty kilku szczegółów o ich losie. Ktoś z Ukraińców zauważył, że nauczyciel wiejski przechowuje mego Ojca i Matkę w stodole. Doniósł ukraińskiej policji, która aresztowała moich Rodziców i wydała Niemcom. Zostali rozstrzelani w Przemyślanach w 1943 r. W lesie przetrwała o jedenaście lat ode mnie starsza siostra Alina.

W klasztorze zaczęło się Pana nowe życie.
– Po roku pobytu w Uniowie i stosownym przygotowaniu zostałem ochrzczony. Miałem wówczas 4 i pół roku. Na chrzcie nadano mi imię Daniel. W metryce oryginalnej miałem wpisane dwa imiona: Adam i Daniel. W domu wołano na mnie Adaś. Dla Ukraińców imię Adam było bardzo polskie, takiego imienia z reguły nie nadawali swoim synom. Daniel, czyli Danyło, był w tych stronach znacznie bardziej popularny.

Dostał Pan także nowe nazwisko.
– Zostałem zarejestrowany w klasztorze jako Czerwiński. Intencja była zapewne taka: jeśli kiedyś zechcę powrócić do swojego prawdziwego nazwiska, to należy pozostawić ślad, który nawiązywałby do czerwieni. Jak wiadomo, po niemiecku rot to czerwień. W tym sensie Czerwiński nawiązywał do pierwszej sylaby mojego nazwiska.

Kto był przełożonym klasztoru?
- Klemens Szeptycki - brat Andrzeja Szeptyckiego, metropolity lwowskiego obrządku grecko-katolickiego.

On ponosił całe ryzyko.
– Nie tylko on. Ryzykowali wszyscy bracia zakonni. Zresztą także w innych klasztorach greckokatolickich ukrywane były żydowskie dzieci. Nie znam żadnego wypadku, aby ktoś doniósł Niemcom.

Czy pobyt w klasztorze jakoś Pana uformował?
– Ponad wszelką wątpliwość. Byłem tam częścią społeczności, którą łączył wspólny porządek moralny. Zakon kształtował nas w sposób integralny – wpajał normy rozróżniania dobra i zła oraz zasady przyzwoitego zachowania.
Kiedy Pan się dowiedział, że Daniel Czerwiński to Adam Rothfeld?
– W lipcu 1944 r. przewalił się front. Nikt się po mnie nie zgłaszał. W rok, czy półtora roku później odnalazła mnie siostra. W klasztorze pozostawałem do jego likwidacji w 1947 r., a nawet rok dłużej. Później – po likwidacji Cerkwi greckokatolickiej – monastyr został przemieniony przez Sowietów w obóz koncentracyjny dla tych unickich duchownych, którzy odmówili przejścia na prawosławie. Wtedy siostra zabrała mnie do Przemyślan. Tam wróciłem do swego prawdziwego nazwiska. Oryginalna pisownia nazwiska mojego Ojca i całej rodziny była przez th. Jednak niemego „h” w języku rosyjskim i ukraińskim pisemnie nie da się wyrazić, napisano więc Rotfeld i tak już zostało – również w powojennych dokumentach polskich.

Czy powrót do nazwiska rodowego był również związany z wyborem religijnym?
– Nie. Zrobiłem to odruchowo. Było to zapewne formą okazania szacunku wobec Rodziców i samego siebie. Po repatriacji, w maju 1951 r., znalazłem się w Dusznikach-Zdroju – w Państwowym Domu Wczasów Dziecięcych, do którego w ciągu paru tygodni trafiło łącznie ok. 3000 polskich dzieci, zagubionych na terytoriach Związku Radzieckiego. Poszukiwały je rodziny, które powiadamiano, że dziecko czeka na odebranie w Dusznikach-Zdroju. Spośród trzech tysięcy została czwórka, po którą się nikt nie zgłosił. Byłem jednym z nich. Zapakowano nas do pociągu i przewieziono do Państwowego Domu Dziecka nr 2 w Krakowie, przy ul. Augustiańskiej Bocznej 1, w którym przeważały sieroty wojenne – głównie z rodzin żydowskich.

Zetknął się Pan z systemem radzieckim, jak Pan go oceniał?
– Fundamentem scalającym to wielonarodowe imperium nie było pochodzenie narodowe, ale ideologia, której nadano charakter wiary, swoistej nowej religii. Chrześcijaństwo niszczono siłą, a na to miejsce wprowadzano religię świecką, która była prymitywną wersją marksizmu-leninizmu. Twórca i wódz tego państwa, Stalin, był wychowankiem seminarium duchownego w Tyflisie. Religia była dla niego jedynym punktem odniesienia w budowie imperium. Nie miał innego wzoru. Chciał zastąpić chrześcijaństwo ateizmem: stworzyć nową religię – bez Boga. Po jego śmierci system ten trwał jeszcze siłą bezwładu. Z czasem okazało się, że partia komunistyczna ma całą armię kapłanów, ale coraz mniej wiernych. Nawet Michaił Gorbaczow, który chciał ten ustrój zliberalizować, wierzył, że system radziecki można było zachować. Zapytałem go podczas jednej z rozmów, kiedy doszedł do wniosku, że ten system już nie funkcjonuje. „Chce Pan otrzymać szczerą odpowiedź?” – zapytał Gorbaczow. – Tak. Szczerą. „Otóż nadal uważam, że ten system można było uratować”. Odpowiedzialnością za rozpad imperium Gorbaczow winił Borysa Jelcyna, którego nieposkromione ambicje popchnęły do „zmowy” w Puszczy Białowieskiej i rozwiązania Związku Radzieckiego…
A kiedy Pan doszedł do wniosku, że system nie działa?
– System radziecki nigdy mnie nie uwiódł. Myślę, że nie bez znaczenia były doświadczenia z dzieciństwa. Bliskie było mi dążenie do świata sprawiedliwości społecznej i równości. Miałem świadomość, że tzw. realny socjalizm nie ma wiele wspólnego z ideą sprawiedliwości. Przeciwnie. Na różnych etapach stykałem się z głupotą, bezprawiem i wszechwładzą policyjnego państwa „realnego socjalizmu”. Przybierało to niekiedy formy, które dziś postrzegam jako groteskowe. Ale w początku lat 50. nie były groteską. Tak np. wyrzucono mnie z ZMP w 1954 r. za dowcip, który uznano za antyradziecki i antysemicki.

Jaki to był dowcip?
– Głupi. „Pan Bóg zaniepokojony brakiem wiadomości z Polski posłał św. Piotra, aby zorientował się, co się w Polsce dzieje. Po pewnym czasie otrzymuje od niego depeszę: »Wsio charaszo, komandir Pietrow«. To oczywiście nie dawało Panu Bogu odpowiedzi na pytanie, co się w Polsce dzieje. Posłał więc Mojżesza, który po pewnym czasie wysłał depeszę: »Ledwiem stąpił na polskim lądzie, jużem w rządzie«”. Było to w przerwie jednego z niezliczonych zebrań. Nudziliśmy się, opowiadaliśmy sobie dowcipy. Ktoś o tym doniósł, zrobiła się afera, wyrzucono mnie z ZMP – na rok przed maturą. Gdyby nie solidarność klasy i dyrektora szkoły, ten głupi dowcip mógł mnie drogo kosztować. Życzliwości otoczenia doświadczałem nieraz. Nie zawsze z najlepszym dla mnie skutkiem.

Na przykład?
– Po studiach otrzymałem pracę w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM). Do partii nie wstępowałem. Moim szefem był Adam Kruczkowski, syn pisarza Leona Kruczkowskiego. Adam był redaktorem naczelnym miesięcznika „Sprawy Międzynarodowe”. Chciał, abym został sekretarzem redakcji. Znaliśmy się ze Studenckiego Stowarzyszenia Przyjaciół ONZ, którego Adam był pierwszym przewodniczącym. Namawiał mnie, abym wstąpił do partii. Odpowiedziałem, że zbyt dużo w tej partii karierowiczów i ludzi podłych. Adam przekonywał mnie, ze rzeczywistość w tym systemie można zmienić tylko od środka. Nie byłem przekonany, ale po długich namowach zgodziłem się. Do partii wstąpiłem i szybko tego pożałowałem. Wiele błędnych decyzji w moim życiu wynikało z niezdolności do stanowczego powiedzenia „nie”.

Może to właśnie jest oportunizm?
– Tak. To był oportunizm – poza dyskusją. Z jednej strony nigdy nie miałem złudzeń co do natury tego systemu i uważałem, że jest skazany na upadek. Nie wierzyłem jednak, że upadnie za mojego życia. We wczesnej młodości wyznaczyłem sobie poprzeczkę (można ją nazwać minimalną zasadą przyzwoitości): nigdy nie zrobię niczego, co miałoby innym ludziom szkodzić. Każdy z nas określa sobie własne moralne standardy i normy przyzwoitego zachowania. Dziś, z perspektywy lat, uważam, że nie należało do partii wstępować – i ponieść tego konsekwencje. Nie miałem jednak wówczas za sobą tego doświadczenia, które mam dziś. Nie bez znaczenia było też to, że człowiek pozbawiony rodziny – czyli najbliższego środowiska, w którym znajduje oparcie – ma ograniczoną zdolność do stawiania czoła różnym przeciwnościom.

Zastanawiał się Pan, dlaczego ocalał?
– Nie mam na to odpowiedzi. Zginęły miliony. Wśród nich wielu, którzy uczyniliby świat lepszym, szczęśliwszym. Mam poczucie, że otrzymałem od losu coś, na co nie zasługiwałem. Wprawia mnie to w zadumę nad tym, co jest przypadkiem, a co koniecznością. Wielu spraw w naszym życiu nie da się wytłumaczyć w sposób racjonalny. A jeśli czegoś nie da się wytłumaczyć w sposób racjonalny, to oznacza, że tego nie da się wytłumaczyć w ogóle. Sprawą przypadku było to, że w swoim życiu trafiałem na ludzi przyzwoitych, którzy w różnych okolicznościach okazywali mi bezinteresowną pomoc. To zobowiązuje. Niedobrych ludzi nie pamiętam. Zapewne byli, ale wyparłem ich zupełnie z pamięci. Gdybym kiedyś napisał wspomnienia, to indeks zawierałby długą listę nazwisk ludzi przyzwoitych i dobrych.

Adam Daniel Rotfeld - jeden z najbardziej znanych na świecie polskich dyplomatów, m.in. przewodniczył Kolegium Doradczemu Sekretarza Generalnego ONZ ds. rozbrojenia oraz kierował Instytutem Badań nad Pokojem w Sztokholmie. Minister spraw zagranicznych w rządzie Marka Belki. Autor ponad 300 publikacji naukowych.

artykuł z numeru 20/2009 15-05-2009

Chrześcijaństwo w Polsce bez Kościoła Greckokatolickiego

Na stronie internetowej wydawnictwa WAM, jako nowość pojawiła się publikacja "W DRODZE ZA CHRYSTUSEM
Kościoły chrześcijańskie w Polsce mówią o sobie"
W opisie podanym przy książce możemy przeczytać: "Niniejsza publikacja, to kompendium wiedzy o Kościołach chrześcijańskich w Polsce." Wszystko było by w porządku, gdyby w treści książki nie zabrakło jednego ze znaczących Kościołów Chrześcijańskich - KOŚCIOŁA GRECKOKATOLICKIEGO!!! Z tego co wyczytałem to autorzy nie umieścili takowej informacji.(W książce ukazane są:
1. Kościół Chrześcijan Baptystów
2. Kościół Ewangelicko-Augsburski (Luterański)
3. Kościół Ewangelicko-Metodystyczny
4. Kościół Ewangelicko-Reformowany
5. Kościół Polskokatolicki
6. Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny
7. Starokatolicki Kościół Mariawitów
8. Kościół Rzymskokatolicki.)

Świadczyć to może o kilku rzeczach. Po pierwsze o kompletnej ignorancji autorów wobec Chrześcijaństwa; albo o nierzetelnym przygotowaniu się do publikacji; albo o wybiorczym traktowaniu chrześcijaństwa; albo już sam nie wiem o czym...

Niepokoi jedynie fakt, że autorzy podają publikację jako "kompendium wiedzy o Kościołach chrześcijańskich w Polsce", i "adresowana jest do wszystkich chcących poznać różnorodność chrześcijaństwa w Polsce, a szczególnie do katechetów, nauczycieli i studentów.". Jeżeli na podstawie tej książki będzie uczona młodzież to na pewno wiedza będzie wybrakowana, a powyższe kompendium o Chrześcijaństwie zapewne trzeba będzie uzupełnić.

Pracy przy każdej publikacji jest co niemiara, ale to nie zwalnia od rzetelnego i komplementarnego podejścia do zagadnienia.

o.Pawło

wtorek, 12 maja 2009

Ile godzin potrzeba by przeczytać Biblię?

Biblia zawiera mniej więcej trzy miliony liter, 31 000 wersetów oraz 1 189 rozdziałów. By przeczytać Stary Testament potrzeba około 38 godzin, przeczytanie Nowego Testamentu wymaga 11 godzin. Razem potrzeba więc 48 godzin, by przeczytać całą Biblię. Gdyby chcieć przeczytać w takim tempie w jakim się normalnie mówi, potrzeba by do tego 70 godzin i 40 minut. Jeśliby ktoś każdego dnia czytał cztery rozdziały, wtedy doszedłby przez jeden rok do końca Biblii.

5 minut w Ziemii Świętej



sobota, 9 maja 2009

DWA ARTYKUŁY W NOWYM WYDANIU WIADOMOŚCI EPARCHIALNYCH

W nowym wydaniu "Перемиські Архиєпархіяльні Відомості, Рік VІ. Ч. 7. 2008", można zapoznać się ze stanem aktualnym działalności duszpasterstwa więziennego Kościoła Greckokatolickiego w Polsce, "Звіт з діяльности Тюремного Душпастирства Перемисько-Варшавської Архиєпархії УГКЦ (стан на 30 вересня 2008 р. Б.)(str. 179-182)", przygotowaliśmy wspólnie z ks. Jarosławem Storoniakiem- Krajowym Kapelanem Duszpasterstwa Więziennego Kościoła Greckokatolickiego w Polsce.

Drugi artykuł przedstawia historię budowy kaplicy na Górze Zjawlinnja, której poświęcenia dokonał Arcybiskup Jan Martyniak, Metropolita Przemysko-Warszawski 15 sierpnia 2008r. Свята Гора З’явління – історія побудови церкви (str. 330-332)


Звіт з діяльности Тюремного Душпастирства
Перемисько-Варшавської Архиєпархії УГКЦ
(стан на 30 вересня 2008 р. Б.)


Коротка історія

На початку слід сказати, що Тюремне Душпастирство Перемисько-Варшавської Архиєпархії УГКЦ не є однорідною структурою, але зоною, у якій працюють поодинокі душпастирі. У Перемисько-Варшавські Архиєпархії практично є два головні осередки, а саме Перемишль і Люблін.
З 1996 р. реґулярну діяльність у тюрмі у Перемишлі почав о. Євген Попович, зустрічі і богослужіння ведуться мінімум два рази у місяці. У цю діяльність щиро заангажувались також миряни парохіяни Архикатедрального Собору св. Івана Хрестителя. Парохіяни часто підтримували матеріально в’язнів, а також приходили з духовою розрадою, особливо школярі з Ліцею ім. Маркіяна Шашкевича.
Від осені 2000 року до систематичної праці у перемиській в’язниці делеговано сотрудника архикатедральної парохії о. Івана Маряка; з 2002 року о. Романа Валявку; з 2003 року о. Богдана Крубу, – від жовтня 2004 року, по вересень 2006 року, допомагав йому о. Петро Качмар, а від серпня 2007 року цієї праці піднявся о. Павло Поточний.
На передодні Різдва Христового (5 січня 2008 р. Б.) з в’язнями перемиської тюрми зустрівся Митрополит Перемисько-Варшавський Кир Іван Мартиняк. Слова, якими Владика звернувся до них, сміливо можна вважати моттом кожного тюремного капеляна. Митрополит сказав до в’язнів:

Мимо цього, що ви є далеко від своїх рідних хат, у відокремлені, то ніколи не лишаєтесь самі. Бог, котрого бачите завдяки іншим людям завжди є присутнім.

З ініціятиви о. Павла Поточного, 17 квітня 2008 року перемиську в’язницю відвідав Консул України в Любліні п. Юрій Токар.
З 1999 року постійну працю у тюрмі в Холмі, за координацією о. Г. Драуса, розпочали греко-католицькі семінаристи з Люблінської Духовної Семінарії. Перший договір про працю греко-католицьких семінаристів у холмській тюрмі підписали 19 березня 1999 р. Б. Ректор Духовної Семінарії і Директор Холмської тюрми.
Водночас на зламі 1999/2000 р. у Люблінській в’язниці почав працю ієромонах Теодор Мартинюк. Треба підкреслити, що душпастирська праця семінаристів не була б можлива, якби не допомога люблінських душпастирів о. Богдана Панчака і о. Стефана Батруха, котрі до сьогодні активно допомагають у праці на пенітенціярні ниві. Чимало разів допомагали теж отці Марко Бляза і Богдан Манишин.
З 2004 року виникли душпастирські потреби опіки над греко-католиками у тюрмі в Угерцях Мінеральних, – цього завдання піднявся о. Іриней Кондро.

Події

Тюремне Душпастирство Перемисько-Варшавської Архиєпархії УГКЦ відзначало теж особливі події. І так 31 березня 2006 року, у люблінському Коронному Трибуналі відбувся науковий семінар «Więzienne oblicze Kościoła Greckokatolickiego – przeszłość i teraźniejszość», на якому пролунали такі доповіді:
• о. декан д-р Петро Сивицький, Kapelaństwo greckokatolickie w latach międzywojennych;
• о. д-р Стефан Батрух, Duchowość kapelańska;
• о. Ярослав Стороняк, Doświadczenia pracy kapelańskiej w Zakładzie Karnym w Chełmie (1999-2006);
• підполковник Єжи Ніколаєв, Doświadczenia Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Lublinie ze współpracy z Kościołami i związkami wyznaniowymi oraz w relacjach przygranicznych z Ukrainą.

Учасники семінару дивилися теж фільм про блаженного Омеляна Ковча Proboszcz Majdanka.
На семінарі присутні були директори усіх в’язниць Люблінської округи, з його директором підполковником Єжи Ніколаєвим та генеральним директором Пенітенціарної Служби Польщі підполковником Яцеком Пом’янкіевічом, численні вірні УГКЦ у Польщі та гості й особи зацікавлені тюремним душпастирством УГКЦ у Польщі.
У вересні 2006 року слідчий ізолятор у Любліні відвідали владики УГКЦ: Кир Софрон Мудрий, Кир Юліян Вороновський, Кир Володимир Війтишин, Кир Богдан Дзюрах, які мали нагоду детальніше пізнати польську пенітенціарну систему.
Проблема тюремного душпастирства була теж порушена автором цих рядків підчас міжнародної конференції: «Odkaz sv. Alžbety» (22 жовтня 2007 р.) з доповіддю: Chudoba (bieda, núdza) a zločinnosť uprostred cudzincov pochádzajúcich z krajín stredovýchodnej Europy (Ubóstwo a przestępczość wśród obcokrajowców pochodzących z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Psychologiczna i duszpasterska analiza problemu na podstawie osadzonych w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem Zakładów Karnych i Aresztów Śledczych Okręgu Lubelskiego).
Черговим заходом Тюремного Душпастирства УГКЦ у Польщі була конференція в Ольшаніци (з 9 по 11 травня 2007 р.), зорганізована Пенітенціярною Службою Польщі (CZSW) й присвячена ролі Української Греко-Католицької Церкви у пенітенціарній системі під заголовком Więzień – człowiek potrzebujący duchowo.
Для греко-католиків у Холмській тюрмі регулярно служились богослужіння у візантійсько-українському та візантійсько-румунському обрядах.
З 10 по 12 вересня 2008 року у Даниловому городі Холмі проводилася міжнародна конференція: Тюремне душпастирство Греко-Католицької Церкви Середньо-Східної Європи. Метою конференції було пізнання методів і особливостей душпастирської праці у тюрмах Середньо-Східної Європи та вивчення можливостей співпраці у царині пенітенціарних питань між Державою і Церквою.
Конференцію відкрив заступник міністра юстиції Польщі п. Маріян Ціхош. Серед присутніх були найвищі керівники Пенітенціарної служби Польщі: генеральний директор генерал Яцек Пом’янкевіч та полковник Єжи Ніколаєв. У конференції активну участь брали також директори тюрем з Люблінської та Ряшівської округів.
Церковні доповідачі прибули: з України диякон Костянтин Пантелей, референт для пенітенціарних закладів України, о. Віталій Котик, ЧНІ, о. Олексій Куйбіда, о. Любомир Григер; зі Словаччини о. декан Іван Бляшко; з Польщі о. митрат д-р Стефан Батрух, представник Митрополита Івана (Мартиняка), протоієрей Богдан Панчак, настоятель Духовної семінарії УГКЦ у Польщі, о. Павло Поточний, тюремний капелан Ряшівської округи та диякон д-р Петро Сивицький і о. Ярослав Стороняк, капелани Люблінської округи. Активну участь у конференції взяли римо-католицькі капелани: о. Мірослав Фляк і о. Марек Любельскі. Присутніми на конференції були теж представники міста Холма.
Кожний день починався з Божественної Літургії (10 вересня – у тюремній каплиці, 11 і 12 вересня – у Соборі Пречистої Діви Марії у Холмі). Передобідня частина присвячувалася доповідям, після обіду – дискусії. На прикладі Холмської в’язниці душпастирі ознайомилися з працею Польської пенітенціарної служби. Триденний обмін досвідом та теоретичним знанням дозволив розробити практичні методи праці на тюремно-душпастирській ниві та започаткував взаємний процес обміну досвідом капеланів і в’язничних працівників.

Структури

На початках перший греко-католицький капелян отримав з 1 травня 2007 року 0,25 штату у тюрмі в Холмі. Душпастирські потреби спричинили, що з жовтня 2007 року тюремний душпастир з Холма підняв працю в слідчих ізоляторах у Красномуставі і Замостю. Декретом Митрополита Кир Івана Мартиняка з дня 3 червня 2008 р. піднесено рангу душпастирства тюремного у в’язницях Люблінської округи до ранги Тюремного душпастирства Люблінської округи та призначив на постійного співпрацівника о. диякона д-ра Петра Сивицького.
Декретом Митрополита Кир Івана Мартиняка з дня 21 квітня 2008 р. піднесено рангу душпастирства тюремного у перемиській в’язниці до ранги Тюремного душпастирства Ряшівської округи, і капеляном назначено о. Павла Поточного.
Грамотою з дня 7 травня 2008 р. Б. Архиєпископ Кир Іван Мартиняк, Митрополит Перемисько-Варшавський установив Блаженного Мученика о. Омеляна Ковча покровителем Тюремного душпастирства Перемисько-Варшавської Архиєпархії.
Характерною рисою тюремного душпастирства Перемисько-Варшавської Архиєпархії УГКЦ є його екуменічний і між обрядовий характер. На рівні тюрем проходить стисла екуменічна співпраця.
Усі ці кроки є видимими знаками швидкого розвитку тюремного душпастирства Перемисько-Варшавської Архиєпархії УГКЦ.


о. Павло Поточний
о. Ярослав Стороняк



Свята Гора З’явління – історія побудови церкви


З’явління – так у місцевій говірці називається пагорб, що знаходиться на краю Перемиського Підгір’я, біля місцевостей Корманичі та Фредрополь у Підкарпатському воєводстві. Якщо іти з Перемишля на Пацлавську Кальварію через Пикуличі і Княжичі, по дорозі минаємо придорожні хрести і каплички, які є дороговказами в нашій мандрівці до невисоко положеної площі. Площа розташована є в лісі біля 2 кілометрів на захід від Корманич . Згідно з місцевим переданням, на цьому невеликому пагорбі мала місце поява Пресвятої Богородиці. На вершку пагорба б’є джерело, яке має чудотворні і цілющі властивості. Цілющість води була видимим знаком появи Пресвятої Богородиці, тому неподалік від цього джерела побудовано церкву. Найдавніші перекази про гору З’явління походять із ХVІІ ст.
Перша церква, яку побудовано на Чудотворній Горі, згоріла у 1672 році внаслідок татарських походів. Нову святиню побудовано на З’явлінні у 1708 р., вона простояла там до 50-их років ХІХ ст., коли то у 1859 на її місці побудовано наступну святиню. Протривала вона дві світові війни, але не вистояла перед новою владою ґміни Фредрополь, яка після акції «Вісла» продала дерев’яну церкву рільничій кооперативі в Лучицях біля Перемишля. Важливим елементом Святоз’явлінської Гори є мурована капличка, в якій і знаходиться криниця з цілющою водою.
Після виселення у 1947 р. вірних Греко-Католицької Церкви життя на З’явлінні заснуло глибоким сном забуття, проросло кущами безвідповідальности нової влади, вибуяло кропивами неприсутности Богобоязливого народу. Пробудження молитовного духу на Богородичній Горі наступило з початком 90-их років, коли то давні мешканці тих околиць вирішили віднайти це освячене місце. Площу по неіснуючій вже церкві упорядковано, і від 1995 року почався новий паломницький період Гори З’явління. З цього року вірні з Перемищини, рік у рік, мандрують до святого місця, щоб випрошувати ласк у Бога за заступництвом Пресвятої Богородиці.
Спочатку, Служба Божа служилася під відкритим небом, але з часом побудовано невеликий дашок, під яким поставлено жорновий камінь, що сповняв функцію престолу . У 2003 р. від імені греко-католицької парафії в Перемишлі направлено листа до Міністерства Культури з проханням надати дозвіл на побудову церкви на Горі. Відповідь була на стільки позитивна, що дозволила продовжувати заходи у цій справі. 2004 р. в присутности членів Парафіяльної ради парафії св. Івана Хрестителя, Василя Гришка та Василя Підгірного, на вершку Гори виділено ділянку (39 арів), де в майбутньому мала бути збудована нова церква.
Після полагодження адміністративних справ, що стосувалися земельної площі на З’явлінській Горі, почалися проєктні роботи нової святині. Цю працю запропоновано інженерові архітекторові Юрієві Левосюку. Почав він від консультацій із Парафіяльною радою щодо зовнішньої форми і функції майбутньої церкви. На основі так зібраних інформації й очікувань вірних, на початку 2005 р. виготовив проєкт церкви. Святиня мала бути мурована, склепіння інтер’єру дерев’яне, дах покритий бляхою. Однак при так великій інвестиції не могло обійтися без проблем. Першою справо, що турбувала усіх, була висота коштів потрібних для проведення будівельних робіт. Щоб подолати цю сходинку, вирішено, що протягом якогось часу макет церкви стоятиме біля входових дверей до храму св. Івана Хрестителі, щоб тим способом вірні могли побачити прєктовану церкву, і в міру своїх можливостей, складати свої пожертви до підготованої пушки. Іншою формою збору потрібних коштів на реалізацію будови була коляда вірних в Різдвяному часі. На засіданні Парафіяльної ради у березні 2005 р. поінформовано про фінансовий стан акції, який на жаль не дозволяв починати будівельні роботи, але Рада все ж таки вирішила приступити до будівництва. Коли праці почалися, ситуація різко змінилася. З кінцем 2005 р. проєкт був готовий і 20 листопада прийнятий до реалізації. Почався кінцевий етап збирання потрібних документів для відкриття будови: кошторис, дозвіл на будову тощо.
У 2006 р. остаточно вирішено спосіб будівництва, бо ж частина Ради була за тим, щоб церкву будувати громадськими силами, – інші, щоб тим зайнялася професійна будівельна фірма. Остаточно, після голосування вирішено, що церкву побудує професійна фірма. Але несподівано, ще цього року появилася проблема адміністративного характеру – не було згоди на будову з боку державної влади. Однак це питання швидко з’ясовано, і адміністративні структури прийняли представлений їм проєкт. Щоб ідею побудови нової церкви донести до якнайширших кіл громадськости регіону і зібрати ще додаткові фонди, складено і надруковано фольдер З’явління – місце культу Пресвятої Богородиці на Перемищині, якого авторами є Катерина Козак і Андрій Саладяк.
У 2007 р. почалася конкретна підготовка до будови. Обрано Будівельний комітет, керівниками будови стали Зенон Войтович і Маріюш Хомик, інспектором надзору Іван Вархіл. Керівництво будови працювало безкоштовно. З кінцем року почалися підготовчі праці, придбано будівельні матеріяли, влаштовано площу під будівництво так, щоб з весною 2008 року почалися роботи. Наміри вірних здійснилися, коли весною 2008 р. почалося будівництво святині, кожний, старші і молодші, допомагав чим міг. Жінки заносили молитви до Бога про щасливе завершення будови. Треба підкреслити, що всі, хто мав бажання допомогти, були на Горі і допомагали.
Будова тривала до останнього дня перед заплянованим посвяченням. Ще напередодні посвячення, на даху святині тривали будівельні праці. 15 серпня 2008 р. церкву побудовану вірними і парохом архикатедрального Собору св. Івана Хрестителя о. митратом Євгеном Поповичем, посвятив Архиєпископ і Митрополит Кир Іван (Мартиняк) в присутності отців з перемиського, сяніцького і краківського деканатів, а також отців і вірних з України.
Горя З’явління пробудилася зі сну, на ново воскресла до життя. Не забуваймо про неї, ніколи не дозвольмо, щоб знов опустошала. Мандруймо до неї, щоб у її мурах просити Пресвяту Богородицю про заступництво у Бога.

о. Павло Поточний

poniedziałek, 4 maja 2009

МОЛИТВА ЗА МАТУРИСТІВ

Поглянь, Владико Чоловіколюбче, милостивим твоїм оком на рабів Твоїх ім`я, і вислухай мої молитви, що їх з вірою приношу, бо сам ти сказав: “Усе, що молячись просите, віруйте, що одержите, і буде вам”, і ще: “Просіть, і буде вам дано”. Тому і я, хоч і недостойний прошу Тебе, подай ласки Духа Святого: мудрість, розум, раду, кріпость, знання, побожність, і страх Божий для слуг Твоїх ім`я, що почали і завершили навчання, щоб воно було для слави Божої, добра народу та на власний пожиток, бо славлю ім'я твоє святе, Отця, і Сина, і Святого Духа, нині і повсякчас, і на віки віків, Амінь.

piątek, 1 maja 2009

Mężczyzna też rodzic

2009-04-15
Mężczyzna też rodzic
Krzysztof Król

Droga do ojcostwa - najpierw wiadomość o dziecku, pierwsze ruchy, przygotowania domu i oczekiwany poród. Kiedy rodzi się dziecko, „rodzi się” też ojciec.

Może się wydawać, że kiedy kobieta jest w ciąży, rola mężczyzny sprowadza się do spełniania zachcianek małżonki, a rola ojca – tylko do zarabiania pieniędzy. Niektórzy mówią o kryzysie ojcostwa. Wielu mężczyzn odkrywa w nim jednak piękny dar. – Po roku małżeństwa zaczęliśmy się starać o dziecko. Cały czas dopytywałem się żony, czy to już – wspomina Marcin Kobyliński z Zielonej Góry. I wreszcie upragniona przez oboje małżonków nowina. Przy wizytach u ginekologa od początku Marcin towarzyszył swojej żonie Annie. Tylko za pierwszym razem czuł się dziwnie i nieswojo. Okazało się nie był jedynym mężczyzną, który przychodzi tu ze swoją żoną.

Będę przy kolejnym
– Na pierwszym badaniu USG nie było jeszcze nic widać, ale słyszeliśmy już bicie serduszka. Rewelacja! Człowiekowi szczęka opada – mówi Marcin. Przez pierwsze miesiące mała Hania miała być Jasiem. – Pani doktor powiedziała nam, że to chyba chłopiec, ale nie była jeszcze na sto procent pewna. W szóstym miesiącu okazało się, że to jednak dziewczynka – śmieje się Marcin.

Zanim Hania przyszła na świat, jej rodzice uczestniczyli w miesięcznej szkole rodzenia. – Te spotkania otworzyły nam oczy na wiele spraw i pomogły nabrać większego zaufania do personelu medycznego oraz przygotować się do rodzinnego porodu. To tak, jak z człowiekiem, który idzie nieprzygotowany na klasówkę i jest pełen strachu, co się wydarzy. Jeśli się jednak przygotuje, to wie, czego może się spodziewać, i idzie odważnie. Oczywiście podczas porodu wszystko się może wydarzyć, ale te podstawy pozwalają zachować zimną krew – zapewnia młody tata. – Spodziewałem się wszystkiego, nawet tego, że zemdleję. Ale szedłem odważnie i na pewno będę przy kolejnym porodzie – zapewnia z uśmiechem.

Tu potrzeba odwagi
Dzięki zdobytej wiedzy Marcin wiedział, co się dzieje z żoną, widział, jak jej pomóc, i w pełni ufał decyzjom położnej. Jego żona uważa, że wzorowo zdał ten poważny egzamin. – Żadna kobieta nie rozwinie skrzydeł, jeśli nie czuje się bezpieczna – zauważa Anna. – Widziałam i wiem, że cokolwiek się stanie, zarówno w ciąży, podczas porodu czy teraz, to Marcin jest na straży mojego, a teraz naszego bezpieczeństwa. Cieszę się, że był przy porodzie. Motywował mnie i po prostu trzymał za rękę. Bo kiedy przychodzi taki moment, że dalej nie można już wytrzymać, to te proste gesty były dla mnie najważniejsze – opowiada.

Nowa osoba w domu to radykalna zmiana codziennego rytmu dnia. – Przez dziewięć miesięcy mówiliśmy do niej, głaskaliśmy po brzuchu, ale pełna świadomość nowej roli przyszła dopiero wraz z pojawieniem się Hani na świecie – zauważa Marcin. Młodego ojca nie przygniatają nowe obowiązki, wręcz przeciwnie. – Jestem facetem i mam dziecko. Człowiek nabiera odwagi i pewności – mówi tata Hani. Teraz czas na jej wychowanie. Tu też potrzeba odwagi. – Jeśli nie pójdziemy odważnie przez życie, to jak mamy iść? – pyta retorycznie Marcin.

Płakałem ze szczęścia
O wychowaniu coś nie coś mogą powiedzieć już Agnieszka i Paweł Chruszcz z Głogowa. Ich najstarszy syn Bolek ma trzy lata, a najmłodszy Mikołaj sześć miesięcy. Niestety, Paweł nie był przy pierwszym porodzie. Żona miała cesarskie cięcie i czekał na szpitalnym korytarzu. – Za drugim razem też była cesarka, ale przez szybę widziałem, jak wyjmują dziecko – opowiada Paweł. Potem przyszło najtrudniejsze. Dowiedział się, że Mikołaj urodził się niepełnosprawny. – Kiedy człowiek słyszy, że jego syna ma zespół Downa, w jednej chwili dochodzi do wniosku, że musi przewartościować całe swoje życie: prywatne, rodzinne i zawodowe. Nie jest to proste. Mnie zajęło to około 3 miesięcy. Najtrudniejsza był moment, kiedy musiałem poinformować żonę o niepełnosprawności naszego dziecka. To były najcięższe chwile nie tylko w moim dotychczasowym ojcostwie, ale i życiu – mówi głogowianin. Ale zna też smak pięknych chwil ojcostwa. – Na przykład wtedy, kiedy Bolek zaśpiewa piosenkę, której nauczył się w przedszkolu, albo gdy pomaga mi w ogrodzie – mówi Paweł. – Płakałem także ze szczęścia w momencie, kiedy dowiedzieliśmy się, że wbrew wcześniejszym badaniom Mikołajek słyszy – dodaje.

Tata z synem
Właśnie na drugiego syna pan Paweł zdecydował się wziąć tzw. urlop tacierzyński. Starszemu synowi zawsze stara się poświęcać jak najwięcej czasu. Czuł jednak, że przez zwykłe życiowe zabieganie i pracę stracił ten wspaniały okres niemowlęctwa. – Dlatego przy drugim dziecku chciałem skorzystać z możliwości bycia z maleństwem jak najdłużej i skorzystałem z tego urlopu. W tym okresie pełnego skupienia się na wychowaniu dziecka tworzy się niesamowita więź ojciec–dziecko. Co ważne, mężczyzna może również przez własne doświadczenie docenić pracę i trud żony – wyjaśnia.

Obecnie każdy ojciec ma prawo do takiego urlopu, gdy matka wykorzysta co najmniej 14 tygodni macierzyńskiego i zrezygnuje z pozostałej jego części. – W Polsce kulturowo urlop dla ojca po urodzeniu dziecka jest obcy, a poza tym nie każdy może sobie na to pozwolić ze względów zawodowych. U mnie w firmie to było bardzo dobrze przyjęte i nie było żadnego znaku sprzeciwu. Sam jestem na kierowniczym stanowisku i nie zamierzam robić nikomu żadnej przeszkody, jeśli zdecydowałby się na podobny krok – zapewnia Paweł Chruszcz. Jego zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby mężczyzna od początku mógł być z żoną i dzieckiem co najmniej dwa tygodnie. – Te pierwsze są dni wyjątkowym i pięknym doświadczeniem – zapewnia. Zmieni się to od przyszłego roku. Sejm wprowadził osobne urlopy dla ojców. Ojcowie do ukończenie pierwszego roku życia przez ich dziecko będą mogli skorzystać najpierw z tygodnia opieki nad dzieckiem, a od 2011 roku już z dwóch.

***
Obowiązek i przyjemność
O ojcostwie z Mariuszem Pacholakiem, pedagogiem z Uniwersytetu Zielonogórskiego, rozmawia Krzysztof Król.

Ojcostwo w życiu mężczyzny to…
– …według niektórych to najważniejsza kariera.

Dziś wiele mówi się o kryzysach. Dopadł także współczesnych ojców?
– Ludzie nauki, w tym także pedagodzy, mówią o wyraźnym kryzysie wartości. Ale przecież to nie wartości mają kryzys, lecz człowiek. Wielu młodych ludzi – nie mając wystarczającego przykładu – nie wie, co to jest ojcostwo. Nie wszyscy bowiem mają to szczęście wychowywać się w rodzinie pełnej, czerpać wzorce od swoich matek i ojców. I nie myślę tu tylko o rodzinach, w których doszło do tragedii na skutek śmierci współmałżonka. Jesteśmy przecież świadkami fenomenu migracji wielu Polaków udających się za pracą w różne zakątki Europy. Długotrwały brak ojca niesie za sobą podobny lub nawet taki sam skutek dla dziecka jak śmierć rodzica.

Czego brakuje współczesnym ojcom?
– Myślę, że ciągle uzupełnianej wiedzy pedagogicznej. Nie zatrzymujmy się w miejscu, ale wzbogacajmy swoją wiedzę o elementy naukowej i popularnonaukowej wiedzy o wychowaniu dzieci i młodzieży. To dotyczy nie tylko ojców, ale rodziców w ogóle, także tych potencjalnych. Sam mam dwójkę dzieci. Wspaniale być mężem i ojcem. Nie oznacza to jednak, że jest lekko. Wiele spraw należy pogodzić, z niektórych zrezygnować i określić wspólne priorytety. Ale to jeszcze bardziej może wzmocnić rodzinę i uczynić małżeństwo, macierzyństwo, ojcostwo nie tylko zadaniem i obowiązkiem, ale radością i przyjemnością – wspólnym szczęściem!