List Pasterski Patriarchy Josyfa Slipyja
"Μέγαλα αἰτεῖσθε!"
(Wielkich rzeczy pragnijcie!)
1. Nie wszystkie nauki i słowa, które wypowiadał Chrystus, zostały zapisane przez Ewangelistów. Świadectwo temu daje św. Jan Apostoł, chociaż jego Ewangelia [jest] przede wszystkim dopełnieniem trzech synoptyków. Swoją dobrą nowinę kończy hiperbolą; „gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, jakie trzeba by napisać.” (J 21, 25). Mówią także o tym niektórzy Ojcowie i pisarze Kościoła. Przekazują kilka takich zwrotów, tzw. agrafy, czyli niezapisane w Ewangeliach logia. I tak największy geniusz Kościoła Wschodniego, Orygenes, stwierdza, że takim wyrażeniem Chrystusa jest „Wielkich rzeczy pragnijcie – Μέγαλα αἰτεῖσθε!” To nadzwyczajnie znaczące i godne wyrażenie Chrystusa, a także wielkie wezwanie! Czego można wielkiego pragnąć, oczywiście mając Boga przed oczami? Snuć dalekosiężne plany, żyć i pracować dla ich realizacji, stawiać przed sobą szczytny cel, wypełniać wielkie zadania, osiągać heroiczne cnoty, zdobywać pogłębioną wiedzę i [tworzyć] wielką sztukę, stać się porywającym kaznodzieją i doświadczonym przewodnikiem, być duchowym dobroczyńcą ludzkości, współdziałać z Bożymi natchnieniami, nie gubić ich i nie tracić sił na błahostki i przemijające sprawy, nie zatrzymywać się na marnościach, poszerzać i utwierdzać Kościół Chrystusowy, a przede wszystkim – osiągnąć wielką świętość, bo Bóg wezwał nas nie do nieczystości, ale do świętości (por. 1 Tes 4, 7); oto, w ogólnych zarysach, wielkie pragnienia, których powinien pragnąć uczeń Chrystusa. „Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości” – mówi św. Jakub – „niech prosi o nią Boga” (Jk 1, 5); „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48). Dlatego i św. Paweł w sposób wyraźny wołał: „szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadający po prawicy Boga” (Kol 3, 1). Taka jest główna treść Chrystusowego wezwania!
2. Napełniać swą duszę tym, co wielkie, wysokie i mieć jednocześnie przed oczami godny cel – to samo w sobie podnosi człowieka. Słusznie się mówi, że człowiek rośnie wraz ze swoimi planami. Wielkie nie powinno być zaciemnione małostkowymi rzeczami, ale powinno poszerzać się. Także i w odwrotnej kolejności, kto popada w pożądania cielesne, stacza się w dół, coraz głębiej i głębiej. Takie osoby ostatecznie stają się wrogami Chrystusa, „Ich losem – zagłada, ich bogiem – brzuch, a chwała – w tym, czego winni się wstydzić. To ci, których dążenia są przyziemne” (Flp 3, 19). Dlatego mówi Chrystus: „Nie martwcie się zatem i nie mówcie: co będziemy jedli? co będziemy pili? czym będziemy się przyodziewali? Bo o to wszystko poganie zabiegają” (Mt 6, 31-32); kto pragnie wielkich rzeczy, ten spogląda na sprawy w dalekiej perspektywie i dopiero wówczas będą one wielkie i użyteczne nie na dziesięć, sto, czy tysiąc lat, ale na całą wieczność. Kiedy ludzie świeccy przechwalają się, że tworzą wielkie plany, kreślą zachwycające programy, wznoszą patetyczne hasła, tak że warto je mieć na ustach, to w porównaniu z Chrystusem jest to niczym. Każdy ludzki czyn jest ograniczony czasowo i przemijający, zaś program Chrystusa to perspektywa na wieczność, która podnosi człowieka tak wysoko, że nikt wyżej już go podnieść nie może.
3. To ogólne wezwanie Chrystusa występuje w Ewangeliach w różnych formach, czasami w bardzo zbliżonych i podobnych do siebie. Jednym z najbardziej konkretnych jest wezwanie do szukania królestwa Bożego albo życia wiecznego: „Starajcie się najpierw o królestwo <Boga> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 33). Ostatecznym celem człowieka jest osiągnięcie królestwa Bożego, życia wiecznego, które jest jednocześnie największym uwielbieniem i wywyższaniem Boga. Ten cel absorbuje wszystkie myśli i czyny człowieka, podporządkowuje sobie wszystkie siły duszy i ciała i stoi w centrum ziemskich zmagań człowieka. Dlatego Chrystus stara się oderwać uwagę człowieka od troski o chleb powszedni, tak mocno zakorzenionej w ludzkiej naturze. Mówi nie tylko o tym, by nie martwić się dzisiejszym ani jutrzejszym dniem z jego kłopotami i troskami: „Nie martwcie się o swoje życie, o to, co macie jeść i pić. […] Bo o to wszystko poganie zabiegają.” (Mt 6, 25.32). Nie można, mówi św. Paweł, takiej troski utożsamiać z szukaniem królestwa Bożego, bo ono „to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym” (Rz 14, 17). Nie można też jej utożsamiać z dbaniem o życiowe sprawy, które także powinny mieć swoje miejsce, ale podporządkowane wyższym celom. Przez nie zanika, albo co najmniej zaciemnia się daleka perspektywa wieczności, która jest właściwym motorem i światłem ziemskiego życia dla wszystkich ludzkich wysiłków. Kto popada w pokusy tego świata, pragnienie bogactwa oraz inne zachcianki (Łk 8, 14), w tym to wezwanie zostaje zagłuszone. Dlatego trzeba zawsze mieć przed oczami wieczność i ciągle pytać siebie, co ja dla niej zdobyłem i co chcę zdobyć? Chrystus powiedział raz do swoich uczniów, aby podnieśli oczy i spojrzeli na żniwo duszpasterskie, które rozsypało się po rozległych polach i krainach, jako na ich zadanie i pracę nad królestwem Bożym: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Mt 9, 37-39, por. Łk 10, 2).
Innym razem znowu powiedział: „Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak się bielą na żniwo” (J 4, 35). W tych słowach brzmi także lekkie upomnienie. Brakuje ludzi ducha, bo sprawa dotyczy wartości duchowych. Tak to jest, że żyjący według ciała myślą o cielesnym, a żyjący według ducha – o duchowym. Praca dla królestwa Bożego jest na tyle trudna i ważna, że wymaga od człowieka odwagi i poświęcenia, nawet na śmierć i życie. Chr[ystu]s nie powiedział – oto macie pożywienie, ubranie, obuwie, pieniądze na drogę, godności i wszystko inne, ale nie bierzcie nawet „trzosów. […] torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski” (Mt 10, 9-10). W dodatku będą im towarzyszyły prześladowania: „Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mojego imienia. Lecz ten, kto wytrwa do końca, będzie zbawiony” (Mt 10, 22; por. Łk 10, 4). Za takie wyrzeczenie się zasobów życia codziennego, nawet swego domu, swoich rodziców, braci i sióstr, otrzymają życie wieczne (Łk 18, 29). Innymi słowy, Chr[ystu]s pragnie heroicznego poświęcenia. I to wszystko zostało ujęte przez Niego w wielką, gigantyczną skalę – bezgraniczne królestwo Boże wieczności i bezwarunkowe oddanie się Jemu. Kiedy ludzie dla zdobycia świeckich osiągnięć uważali za konieczne stworzenie oddziałów śmierci, samurajów, japońskich i angielskich okrętów, to o ile bardziej ma prawo wymagać dla siebie sprawa Bożej wieczności. Jak pisał kiedyś św. Paweł do Galatów, że są zmuszani do żydowskich obrzędów tylko dlatego, żeby nie byli prześladowani za krzyż Chrystusowy (Ga 6, 12), tak samo i dzisiaj zmuszają do niejednego, aby przypomnieć wam prześladowania za ten sam krzyż Chrystusa. Ale sprawa królestwa Bożego nie bierze tego pod uwagę i nie pochwala tego. Są w Ewangeliach dwa fragmenty, które pokazują stanowcze i kategorycznie stanowisko Chrystusa, kiedy chodzi o królestwo Boże. Pewnemu mężczyźnie, który był zachwycony kazaniem Chrystusa o królestwie Bożym i gotowy poświęcić się dla niego (chciał tylko najpierw pochować swego ojca), Nauczyciel odpowiedział: „Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże.” (Łk 9, 60). Inny zaś prosił Chr[ystusa] o pozwolenie, aby pożegnać się ze swoimi bliskimi i usłyszał kategoryczną odpowiedź: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.” (Łk 9, 62; 4, 43).
4. Swemu nauczaniu Chr[ystu]s przyświecał własnym przykładem. Miał przed oczami pragnienie – wielki i szczytny cel swego życia. A było nim przebłaganie Ojca Niebieskiego za obrazę przez ludzi i odkupienie rodu ludzkiego: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” (J 3, 16). Chrystus niejednokrotnie w przepowiadaniu oraz przy czynieniu cudów wskazywał, że Jego zadaniem jest wychwalanie Ojca Niebieskiego, spełnianie Jego woli (Ps 39, 1-9; Hbr 10, 7.9), zbawienie zaginionych (Mt 9, 9-13), rzucenie na ziemię ognia, aby zapłonął (Łk 12, 49). Perspektywę wieczności widział On na Górze Tabor (Łk 9, 30) i w ogrodzie Oliwnym (Łk 22, 42-44). O codziennym życiu Zbawiciela wiemy niewiele, tylko przy okazji dowiadujemy się, że Judasz kradł pieniądze ze wspólnej kasy, że Jezusowi towarzyszyła w drodze Matka i spokrewnione z Nim pobożne kobiety, które służyły pomocą w codziennych sprawach, że lisy mają swoje nory, a ptaki – gniazda, zaś Syn człowieczy nie ma gdzie położyć głowy (Łk 9, 58). On jest po to posłany, aby głosić królestwo Boże – i to jest jego pragnieniem „wielkiego”! (Łk 4, 43).
5. „Wielkiego” pragnęła i Matka Boża, kiedy bez wahania zgodziła się na narodziny Syna Bożego (Łk 1, 38), aby zbawić ludzki ród. „Wielkiego” pragnął i św. Józef, kiedy dowiedziawszy się o Bożych planach we śnie od Anioła, został wierny tym planom i poświęcił temu dziełu swoje życie. „Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów.” (Mt 1, 21). I u Matki Najświętszej i u św. Józefa to pragnienie jasne jest nie tyle w ich słowach, ale raczej w uczynkach. „Niech mi się stanie według słowa twego (…)”(Łk 1, 38), „Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym” (Mt 1, 19). Te lapidarne wypowiedzi mówią nam bardzo wiele. „Wielkiego” pragnęli trzej królowie, którzy wybrali się w daleką drogę aby oddać pokłon Królowi Królów (Mt 2, 11). „Wielkiego” pragnął także św. Jan Chrzciciel, kiedy wzywał: „Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 3, 2). „Wielkiego” pragnął w swoim życiu sprawiedliwy Symeon i doczekał się oglądania Chrystusa: „Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie” (Łk 2, 30). „Wielkiego” pragnął św. Stefan (Szczepan), pierwszy męczennik: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga!” (Dz 7, 56). I kto jest w stanie zliczyć tych wszystkich sławnych świętych, którzy pragnęli „wielkiego” w swoim życiu? Wspomnijmy jeszcze kilku, chociażby z grona apostołów – św. Pawła, tego sługę Chrystusowego, który nie żył już sam, ale Chr[ystu]s żył w nim, dla którego żyć, oznaczało działać dla Chrystusa (Flp 1, 21). On nie znał nikogo, jak tylko Chr[ystus]a i to „ukrzyżowanego, który jest (…) mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1, 23.24). Należałoby także wspomnieć takich gigantów ducha jak święci Atanazy, Bazyli Wielki, Jan Chryzostom, Jan Damasceński, Benedykt z Nursji, Tomasz z Akwinu, Ignacy Loyola, Alfons Liguori, papież Grzegorz VII, a z naszych – Włodzimierz Wielki, Jarosław Mądry, Teodozjusz, książę Wasylko Trebowelski, metropolita Izydor, Josyf Rutski i inni metropolici i biskupi, a przede wszystkim – św. Jozafat, którego pamięć dzisiaj wspominamy.
6. Ad majora natus sum – mówił św. Stanisław. Nie brakuje w świecie ludzi, którzy albo zawahali się w pragnieniu „wielkiego”, albo sprzeniewierzyli się wielkiej idei, albo wcale jej nie mieli. Ewangelia opowiada o wielu pozytywnych przykładach, ale także i odpychających postaciach. Takimi bardzo pozytywnymi osobami są dwaj młodzieńcy, Kleofas i Łukasz, którzy po śmierci Chr[ystusa] poszli z Jerozolimy do Emaus. Obydwaj o szczytnych ideałach, zachwyceni myślą o królestwie Bożym i oddani jej całą swą duszą. A tu taka katastrofa! Zdawało się im, że wszystko się zawaliło, tak jak dzisiaj niejednemu naszemu kapłanowi. Kleofas i Łukasz mogli załamać się na całe swoje życie i zejść na bezdroża, gdyby Chr[ystu]s nie podniósł ich i nie wyprowadził z błędnego poglądu na wydarzenia, który zagrażał sprzeniewierzeniem się ich szczytnej idei: „A myśmy się spodziewali, że to On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24, 21), a teraz zwątpili. Gdy ocknęli się w czasie Eucharystii i wznieśli się na wyżyny duchowego stanu, to zobaczyli swój błąd.
Gorszy obrót nabrały sprawy z innym młodzieńcem, także nadzwyczaj sympatycznym człowiekiem. Był on w kwiecie wieku, bardzo dobrze wychowany, szlachetny, zamożny, a do tego wszystkiego zajmował wysokie stanowisko państwowe (Łk 18, 18). On upadł do stóp Chrystusa, zwrócił się do Niego tytułem Bożym: Nauczycielu dobry! A dobry jest tylko Bóg, jak zauważył Chrystus. Młodzieniec postawił godne i nadzwyczaj życiowe pytanie: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” (Łk 18, 18). Oto zaprawdę wielkie pragnienie – życie wieczne. Ono zasługuje na to, aby stać się przedmiotem wszystkich dążeń życiowych. I kiedy Chr[ystu]s wyliczył mu Boże przykazania, które są środkiem do osiągnięcia wieczności, ten odpowiedział: „Tego wszystkiego przestrzegałem od młodości.” (Łk 18, 21). Zaprawdę jest to świątobliwy człowiek. Bo któż z ludzi mógł powiedzieć Chr[stuso]wi, wszechwiedzącemu Bogu, że nie przekroczył w swoim życiu żadnego Bożego przykazania, i to od młodości. Jak wiele błędów popełnia młodzież! Oto o czym myślał i czego pragnął ten ewangeliczny młodzieniec! Bez cienia wątpliwości, „wielkie” stało mu zawsze przed oczami! I jest to wyznanie przed wszechwiedzącym Bogiem! Jaka idealna dusza! Wtedy Chr[ystu]s chciał podnieść go do [poziomu] heroicznej świętości: „Jednego ci jeszcze brak: sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; potem przyjdź i chodź za Mną.” (Łk 18, 22). I w tym momencie młodzieniec załamał się i zawahał, dlatego że był bardzo bogaty. I tak odszedł od Chrystusa… Może byłby dzisiaj jednym z największych apostołów, o którego czynach opowiadałaby historia. Jego osoba i twórczość mogłyby zachwycać pokolenia przez wieki. Niebo i ziemia wychwalałyby go dzisiaj, bo posiadał wszystkie cechy, aby uczynić nam jak najwięcej zasług Chr[ystuso]wych, podobnie jak apostoł Paweł. Ale widocznie jego bogactwo stało wyżej w jego duszy albo co najmniej na równi z życiem wiecznym, które pragnął zdobyć. A tak jedynie Bóg wie, co z nim się stało. Jedno jest pewne, że jego bogactwo znikło jak bańka mydlana. Przyszli Rzymianie, zrujnowali jego pałace, a jego ogrody, sady, pola i kanały irygacyjne zaorały rzymskie, arabskie i tureckie pługi i całkowicie zrównały z ziemią – tak, że i śladu nie zostało. Jedynie wiatr wygwizduje smutne melodie o przeszłości. Oto jak można sprzeniewierzyć się swojemu wielkiemu pragnieniu. Szorstkim typem ludzi są natomiast Gergezyńczycy. Chrystus wyzwolił ich nieszczęsnego współobywatela od złych duchów, które męczyły opętanego i wszystkich mieszkańców; „mieszkał nie w domu, lecz w grobowcach” (Łk 8, 27). Wielkie dobrodziejstwo, ale cóż, zniszczył przy tym ich stado świń, w którym oni upatrywali swoje szczęście: „Wtedy cała ludność kraju Gergezeńczyków prosiła Go, żeby odszedł od nich” (Łk 8, 37). Przepadły ich świnie, mogłyby także przepaść krowy, kozy, osły i wielbłądy oraz cały majątek świecki. Oto, czego oni pragnęli!
Ohydnymi typami okazują się Herod i Herodiada z pożądaniami ciała i pragnieniem krwi (Mk 6, 18; Mt 14). A najczarniejszym i najbardziej odstraszającym przedstawicielem świata i diabła jest Judasz, który sprzedał Chrystusa (J 6, 70). Miał on wielki duchowy potencjał, gdyż Chr[ystu]s wybrał go na jednego z dwunastu apostołów. Widocznie pragnął kiedyś „wielkiego”. Posiadał także wielki talent gospodarności, gdyż był skarbnikiem. Pod tym względem musiał wybijać się ponad wszystkich. Ale, korzystając z zaufania, dopuszczał się kradzieży i pozwolił na rozrośnięcie się w nim chciwości, tak że ona zachwaściła jego całą duszę. Kiedy Maria Magdalena wylała alabastrowe naczynie olejku na głowę Chr[ystus]a, Judasz zaczął szemrać i narzekać, że można było to sprzedać za 300 denarów i mieć z tego pieniądze: „Powiedział to zaś nie dlatego, że dbał o biednych” (J 12, 6, por. Mt 26, 9). Pożądanie bogactwa popychało go do coraz gorszych uczynków, a w końcu do tego, że sprzedał Chr[ystus]a: „Wtedy szatan wstąpił w Judasza, zwanego Iskariotą, który był jednym z Dwunastu. Poszedł więc i zmówił się z arcykapłanami oraz dowódcami straży, jak ma im Go wydać.” (Łk 22, 3-4). Kiedy na Ostatniej Wieczerzy Judasz przyjął od Chr[ystus]a kawałek chleba zamoczonego w misie, natychmiast wyszedł – a była noc (J 13, 30). Św. Jan podkreśla ten moment i tym samym stopniuje cały czarny zamysł. I noc przykryła złoczyństwo Judasza, jak przykrywa ona całą ohydę grzechów i złych uczynków. Judasz zakończył swoje życie samobójstwem, bo stracił szczytny cel z oczu. Duchowy skarb „wielkiego pragnijcie” zamienił na zwykłą monetę, sprzedał Chr[ystus]a i zgubił siebie! A to najlepsze wezwanie Chr[ystus]a musiał słyszeć na własne uszy od samego Chr[ystus]a! No cóż, „wydając krew niewinną” (Mt 27, 4)!
7. Jak już zostało powiedziane, człowiek wzrasta wraz ze swoimi pomysłami i swoimi planami. Wielkie porywy podnoszą go, a małe i grzeszne pożądliwości rujnują. Co prawda nie każdy urodził się geniuszem i nie każdemu Bóg dał wypełniać zbawienne dzieła i zmieniać bieg historii, niejako kołowrotkiem, ale każdemu dano pragnąć „wielkiego”, modlić się do Boga o to, usilnie wspierać wielkie duchowe budowle, bo z drobnych cegieł wyrasta gigant. Każdy może czynić dobro, a w każdym dobrym jest i wielkie. Człowiek może uczynić przemijające godnym wieczności i doczesne wiecznym! Za najpiękniejsze dzieło malarskie na Zachodzie uważa się „Madonnę Sykstyńską” Rafaela Santi (1483–1520). Przepiękna, majestatyczna postać Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus niejako schodzi z bezgranicznej przestrzeni. Ona swoim spojrzeniem spotyka swego obserwatora. Przed nią klęczy Papież Sykstus IV, zwrócony [do niej] usilnym błaganiem i wiarą w jej pomoc, jako pośredniczki z Nieba. U dołu, u stóp Matki Bożej, siedzą dwaj aniołowie, opierając się na łokciach o kulę ziemską, a dłońmi o brody, zapatrzeni w dal wieczności. Jest to znany obraz nadchodzącej wieczności, „wytężając siły ku temu, co przede mną” – mówi św. Paweł (Flp 3, 13). Podążając do „wielkiego”, a nie do codziennego. Czego ja pragnę, czym żyję i oddycham? Jak doceniam swój wysoki stan? Jakie są moje uczynki, myśli i cierpienia? Co z tego zostanie dla wieczności? A przewidywać przyszłość powinien każdy. Czy błyszczy w oddali „wielkie” i roztacza się przy tym łuną Pawłowa przestroga: „zdobywaj życie wieczne”! (1 Tm 6, 12)?
1957
+ Josyf
Tłum.: ks. Paweł Wojciech Potoczny
Red.: Grzegorz Andrzej Stech
Korekta: Maciej H. Dąbrowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz