niedziela, 23 sierpnia 2009

Dziecięca modlitwa

Jezus wielokrotnie zapewnia nas: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18,3). Odnosi się to w specjalny sposób do naszej modlitwy. Serce Ojca jest otwarte na wszystkie potrzeby Jego dzieci. Najmniejsi zdobywają serce Ojca przez swoją dziecięcą postawę. Dzieci przychodzą do ojca z ufnością, miłością, wiarą i przedkładają mu swoje nawet najmniejsze potrzeby! My musimy tak samo odnosić się do Boga. Bóg raduje się, gdy przychodzimy z całą prostotą i wiarą pełną miłości.

Jezus mówiąc o ojcu ziemskim powiada: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre tym, którzy Go proszą” (Mt 7,11). Kiedy stajemy przed Ojcem w dziecięcej postawie miłości i ufności, nasza modlitwa sprawia Mu przyjemność. Jeśli nasze prośby zgodne są z Jego wolą, spełni je, i to czasem z zadziwiającą szybkością i szczodrością.

Może się zdarzyć, że Bóg wstrzyma się z odpowiedzią na naszą modlitwę, jeśli istnieją ku temu specjalne przeszkody, takie jak złość czy nieprzebaczające serce. Postępując tak Bóg wychowuje nas, aby później mógł dać nam nawet więcej, niż oczekiwaliśmy.

Bywamy biedni i potrzebujący po prostu dlatego, że nie jesteśmy podobni dzieciom w przystępowaniu do Ojca. „...a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie” (Jk 4,2).

www.wiara.pl

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

O czym się w Polsce nie mówi

Aborcyjna ofensywa odparta. Dzięki Polsce

Dążenie do zdefiniowania aborcji jako prawa człowieka i usługi medycznej przez ONZ udało się zablokować. Przesądził o tym sprzeciw Polski, wspieranej przez Maltę i Irlandię.

- Malta konsekwentnie odłącza się od - i uważa za nieważne - wszelkie stwierdzenia i decyzje, które używają odniesień do zdrowia seksualnego i praw reprodukcyjnych, bezpośrednio lub pośrednio, w celu zobowiązania do przyjęcia aborcji jako prawa, usługi czy towaru - mówił ambasador Malty przy ONZ Victor Camilleri podczas genewskiego szczytu Rady Gospodarczej i Społecznej Narodów Zjednoczonych (ECOSOC). Sprzeciw wyraziła też Irlandia.

Była to reakcja na wielką ofensywę aborcyjną zmierzającą do zdefiniowania zabijania nienarodzonych jako prawa człowieka i usługi medycznej. Gdyby się powiodła, ONZ stworzyłby podstawę prawną do powszechnego uznania aborcji za zwykły zabieg medyczny.

Zdaniem Konrada Szymańskiego, europosła i redaktora naczelnego kwartalnika "Międzynarodowy Przegląd Polityczny", takie działania ONZ to próba redefinicji prawa międzynarodowego. - To wtykanie aborcji do systemu prawnego bocznymi drzwiami, bo oficjalnie ONZ nigdy nie zgodzi się na jej legalizację - mówi portalowi Fronda.pl. Ostrzega także, że polska dyplomacja powinna uświadomić sobie, że UE dąży do tego, by na forum ONZ przejmować decyzje państw członkowskich w takich kwestiach.

Jednak ani Malta, która najostrzej skrytykowała propozycję, ani Irlandia, nie są obecnie członkami ECOSOC, którego skład jest zmienny. Krajom tym przysługiwał więc podczas szczytu jedynie głos doradczy. I szczególnie Malta wykorzystała go podczas prac nad projektem ostatecznego dokumentu. Ale tylko Polska mogła zablokować przyjęcie nowej definicji aborcji, ponieważ do przegłosowania propozycji potrzebna była zgoda wszystkich obecnych członków Rady.

- Aborcja nie powinna być rozumiana jako metoda planowania rodziny - powiedział w swoim wystąpieniu podczas szczytu podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Adam Fronczak. - Polska chciałaby także podkreślić, że w naszym rozumieniu żadne nawiązanie do zdrowia i praw reprodukcyjnych nie stanowi wsparcia dla promocji aborcji na życzenie - stwierdził.

W efekcie, ECOSOC nie podjął groźnej dla nienarodzonych dzieci decyzji. Ostateczna deklaracja nie zawiera odniesienia do "zdrowia reprodukcyjnego" i zezwala państwom na ustalanie prawa dotyczącego aborcji we własnym zakresie.

Choć nowe rozumienie aborcji zaproponowała amerykańska delegacja, to nie wysłannicy Obamy byli najżarliwszymi jego zwolennikami. "Okazało się, że Polska, Malta i Irlandia, nie zgadzając się na wprowadzenie proaborcyjnych sformułowań, wyłamały się spośród innych członków UE, podczas gdy Szwecja, Finlandia, Norwegia, Holandia, Estonia i Francja podjęły ofensywę w celu przyjęcia tego typu języka" - podsumował waszyngtoński Katolicki Instytut Rodziny i Praw Człowieka.

Polski rząd nie chwali się jednak tym sukcesem. Minister zdrowia Ewa Kopacz jest niedostępna dla dziennikarzy a wiceminister Fronczak przebywa na urlopie. - Nie znam sprawy - powiedział portalowi Fronda.pl rzecznik rządu Paweł Graś. Informacji na temat genewskiego szczytu brakuje też na stronach internetowych MSZ i MZ.

Dlaczego tracący popularność rząd Donalda Tuska nie wykorzystuje medialnie tego sukcesu? - To racjonalne zachowanie Platformy Obywatelskiej – mówi portalowi Fronda.pl Leszek Skiba, ekspert Instytutu Sobieskiego. - PO lokuje się na prawej stronie sceny politycznej więc rząd będzie blokował tego rodzaju inicjatywy, chociażby po to, aby nie wywoływać awantury z Kościołem. Natomiast nie będzie się tym chwalić, żeby nie zrazić sobie elektoratu liberalnego, dawnych wyborców SLD czy też tych, których umownie możemy nazwać elektoratem Palikota – wyjaśnia.

Na inny aspekt problemu zwraca uwagę Maciej Brachowicz, ekspert Klubu Jagiellońskiego. - Rządy często nie interesują się bezpośrednio wynikami takich debat, w konsekwencji pozostawiając decyzje osobom pracującym na miejscu i urzędnikom niższego szczebla - mówi Fronda.pl. - Oczywiście są też wyjątki: dla obecnej administracji USA czy państw skandynawskich tzw. "planowanie rodziny" przez aborcję jest priorytetem polityki zagranicznej - dodaje.

Do szczytu długo przygotowywali się Amerykanie. Wcześniej zorganizowali spotkanie w Nowym Jorku, by uzgodnić założenia końcowego dokumentu, tzw. Ministerial Declaration. Miał on zawierać takie zwroty jak „usługi zdrowia reprodukcyjnego” czy „uniwersalny dostęp do planowania rodziny" - terminy forsowane przez organizacje proaborcyjne, aby pod płaszczykiem „praw” ułatwiać zabijanie nienarodzonych.

ECOSOC spotkała się w Genewie na początku lipca. Od 6 do 9 lipca w obradach uczestniczyła delegacja z Polski. Sczyt był najważniejszym w tym roku spotkaniem agend ONZ zajmujących się zdrowiem publicznym.


AJ, SKS, JaLu


FRONDA.PL

FRONDA PODAJE Białoruska gazeta straszy, że Polska zajmie Kresy

Białoruska gazeta straszy, że Polska zajmie Kresy

Zdaniem białoruskiej, wydawanej przez rząd i parlament „Zwjazdy”, Polska dąży do przyłączenia zachodnich ziem Białorusi i Ukrainy. Narzędziem do realizacji tego celu ma być Karta Polaka.

W artykule „Karta Polaka: kto milczy, a kto krzyczy” z 15 sierpnia, autor powołuje się na obawy litewskiej prawicy, która ma twierdzić, że dokument zapewnia de facto polskie obywatelstwo zobowiązujące do wierności państwu polskiemu. Autor twierdzi też, że Kartą Polaka są zaniepokojeni Ukraińcy. Ponieważ „do 1939 roku obywatelami Polski byli, praktycznie rzecz biorąc, wszyscy rdzenni mieszkańcy zachodniej Ukrainy”, to wkrótce może tam „się stworzyć enklawa”, w której interesy mieszkańców „będą skierowane w większym stopniu ku Polsce niż ku Ukrainie”.

W dalszej części artykułu następuje polityczna prognoza w jaki sposób postępować będzie Polska, by zrealizować swoje mocarstwowe cele. „W polskim społeczeństwie dość szeroko obecne są siły, które chcą wielkiej Polski w granicach, jeśli nie od morza do morza, to chociaż w tych z 1939 roku. Oczywiście, o zmianie granic drogą zbrojną we współczesnej Europie mówić nie można, ale jak pokazuje przykład Kosowa, można bezkarnie oderwać kawałek terytorium suwerennego państwa drogą pseudolegitymizacji. Na przykład, przeprowadzając referendum” – twierdzi autor „Zwjazdy”.

Współautor ustawy o Karcie Polaka, doradca prezydenta RP Michał Dworczyk jest zbulwersowany artykułem. – Twórcy Karty nie mieli żadnych wrogich zamiarów wobec krajów, w których ona funkcjonuje. Chodziło o to, by dopomóc osobom czującym się Polakami w kontaktach z Polską. To raczej ci, którzy wysuwają zarzuty wobec Karty mają złe intencje i dążą do wywołania konfliktów – powiedział.


JaLu/Rzeczpospolita

środa, 12 sierpnia 2009

MODLITWA

Słuchanie

Modlitwa jest łącznością z Bogiem i to łącznością dwukierunkową. Gdy chcemy mieć dobry kontakt z kimś, musimy nie tylko mówić, ale także słuchać. I na tym polega trudność, bo każdego dnia wiele słyszymy, ale słuchamy bardzo rzadko. W dodatku w relacjach dwustronnych osoba, która ma do przekazania ważniejszą wiadomość, powinna mieć więcej czasu. W modlitwie jest całkiem jasne, kto ma ważniejszą sprawę do przekazania. Zatem powinniśmy spędzać więcej czasu na słuchaniu Boga niż na mówieniu do Niego. Myślę, że jedną z powszechnych trudności w modlitwie jest fakt, że zbyt wiele mówimy, a zbyt mało słuchamy.

Jeśli modlitwa jest środkiem łączności Boga z nami i jeśli to, co Bóg mówi, jest daleko bardziej istotne niż to, co my chcemy Mu przekazać, to pierwszym warunkiem modlitwy jest nauczenie się słuchania.

Mamy skłonność do szybkiego i intensywnego wchodzenia w modlitwę. Często zaczynamy od razu dziękowaniem Bogu za jakiś dar, zawiadamianiem Go o jakiejś sytuacji lub też po prostu prosimy, by przyszedł i pomógł w naszych działaniach. Mamy odczucie, że siedzenie lub klęczenie w bezczynności jest stratą czasu. Czekanie i nasłuchiwanie wydaje się tak niepraktyczne. Dlatego właśnie psalmista przypomina nam: „Upokorz się przed Panem i Jemu zaufaj!” (Ps 37/36/,7).

Dopóki koncentrujemy się na sobie, będziemy mieć trudności w modlitwie. Musimy ześrodkować się na Bogu. Bóg chce mówić do nas. Chce, byśmy Go słuchali w spokoju naszego istnienia i tylko wtedy odpowie w naszym sercu.

www.wiara.pl

sobota, 8 sierpnia 2009

A JEDNAK MOŻNA COŚ RAZEM ZROBIĆ!!!

Gdańsk: Gra uczy historii

W finale I etapu gry miejskiej zatytułowanej "Opozycja antykomunistyczna w Gdańsku i we Lwowie" weźmie udział w Gdańsku dwudziestu nastolatków z Ukrainy i dwudziestu Polaków w wieku 15-16 lat - informuje Europejskie Centrum Solidarności.

"Polska obchodzi w tym roku dwie wielkie rocznice: 20 rocznicę upadku komunizmu i 70 rocznicę wybuchu II wojny światowej. Programy rocznicowe są najczęściej skierowane do odbiorców w starszym wieku. Gdańska gra miejska skierowana jest przede wszystkim do nastolatków" - zaznaczają organizatorzy imprezy.

Od spaceru po Stoczni Gdańsk czterdziestoosobowa grupa nastolatków z Polski i Ukrainy rozpoczęła w sobotę swój udział w tym projekcie edukacyjno - historycznym. Podczas gry miejskiej młodzież wcieli się w działaczy opozycji antykomunistycznej.

Jak powiedziała PAP Dorota Szluma z Europejskiego Centrum Solidarności, uczestnicy gry, podzieleni na pięcioosobowe zespoły, dostaną plany centrum Gdańska oraz koperty z różnymi zadaniami do wykonania.

"W określonych na mapie punktach będą musieli np. odebrać nielegalną bibułę i przenieść ją do następnego punktu, odnaleźć adres, pod którym odbywa się tajne spotkanie, odebrać ukrytą wiadomość. Uczestnikom gry przeszkadzać będą jednak osoby udające milicjantów, funkcjonariuszy SB oraz agenci. W finale gry trafią do piwnicy jednego z domów, gdzie zaaranżowano wygląd lokalu konspiracyjnego z lat 80. Tam znajdą m.in. ulotki i transparenty, które posłużą im do zorganizowania demonstracji" - wyjaśniła Szluma.

W sobotę, w pierwszym dniu projektu, młodzież zwiedza Stocznię Gdańsk. Następnie, zobaczy wystawę "Drogi do Wolności" oraz odbędzie spacer po Gdańsku. W godzinach nocnych zaplanowano zwiedzanie kościoła św. Mikołaja. Główna część gry miejskiej, związana z wykonywaniem zadań, rozpocznie się w niedzielę przed południem i potrwa ok. czterech godzin.

Finał drugiego etapu projektu "Gra Miejska 'Opozycja antykomunistyczna w Gdańsku i we Lwowie'" odbędzie się 22-23 sierpnia we Lwowie, dokąd pojedzie polska młodzież.

Dzięki grze miejskiej uczestnicy poznają nie tylko siebie nawzajem, ale także historię najnowszą obydwu krajów oraz z historię wielokulturowych miast Lwowa i Gdańska.

Ze strony ukraińskiej organizatorami projektu są Instytut Polski w Kijowie oraz Centrum Historii Miejskiej Europy Środkowo-Wschodniej we Lwowie.

www.wiara.pl

TO JEST BRATERSTWO PRZYSZŁOŚCI-DZIAŁANIE UKRAINY W ZAMIAN ZA NIEWPUSZENIE RAJDU

Ukraina: Wizy dla duchownych przedłużone

Rada Ministrów Ukrainy wydała uchwałę o przedłużeniu ważności wiz dla obcokrajowców, którzy przybyli w sprawach religijnych oraz do pracy w organizacjach religijnych na terenie tego kraju.

29 lipca odbyło się w Kijowie spotkanie arcybiskupa lwowskiego Mieczysława Mokrzyckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Rzymskokatolickiego Ukrainy z premier Julią Tymoszenko w sprawie wydawania wiz długoterminowych dla przybywających z zagranicy kapłanów i sióstr zakonnych.

Duchowni z Polski i z innych krajów mieli trudności z tego powodu, że otrzymali wizy na pobyt w Ukrainie tylko na 180 dni i w lipcu br. powinni opuścić terytorium Ukrainy. Tymoszenko zapewniła hierarchę, że dołoży starań, by duchowni nie napotykali na trudności w uzyskiwaniu wiz długoterminowych.

Premier dotrzymała danego słowa. Po tygodniu na kolejnym posiedzeniu Rady Ministrów sprawa ta została załatwiona pozytywnie. Wizy dla kapłanów i sióstr zakonnych przedłużono do 360 dni.

www.wiara.pl

Bandera: mit, historia i rajd rowerowy

1 sierpnia wystartował rajd „Europejskimi śladami Stepana Bandery”. Trasa prowadzi z Czerwonogradu przez Lwów, Sanok, Kraków i Oświęcim do Monachium, gdzie Bandera spoczywa. Uczestnikami rajdu są ukraińskie dzieci i młodzież.
Zobacz także:

Przeciwko inicjatywie wystąpił ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, uznając ją za prowokację i promowanie na polskiej ziemi nacjonalizmu i faszyzmu ukraińskiego: wysłał protest do MSZ i powiadomił prokuraturę.

W Polsce osoba Bandery wywołuje jak najgorsze skojarzenia. W Galicji Wschodniej jest owiana legendą. Bandera żyje w pamięci jako romantyczny terrorysta, walczący o niepodległą Ukrainę. Wielki rozgłos przyniósł mu udział w organizacji udanego zamachu (w 1934 r.) na polskiego ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego – osadzony w więzieniu, na wolność wyszedł w 1939 r., po czym kierując się wizją niezależnej Ukrainy, współtworzył tzw. Legion Ukraiński Wermachtu. Gdy 30 czerwca 1941 r., po opuszczeniu Lwowa przez Armię Czerwoną, do miasta wkroczyli żołnierze batalionu, ku zaskoczeniu Niemców Bandera ogłosił niepodległość Ukrainy i powołanie rządu. Państwo przetrwało 12 dni: Bandera znalazł się w obozie w Sachsenhausen, skąd zwolniono go w grudniu 1944 r., czyli w chwili, kiedy Niemcy zaczęli tworzyć Ukraińską Armię Narodową. Po wojnie osiadł w Monachium, skąd kierował nacjonalistycznym ruchem ukraińskim i gdzie zginął w 1959 r. z ręki agenta KGB Bohdana Staszyńskiego.

Za rzezie wołyńskie Bandera nie odpowiada bezpośrednio, bo przebywał wówczas w obozie. Zbrodnie popełnili jednak członkowie utworzonej przez niego frakcji OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów), zwani „banderowcami”. Ukraiński historyk Jarosław Hrycak przypomniał w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że Bandera nie ma jednoznacznego wizerunku na Ukrainie: „W Charkowie, Odessie i Doniecku myślą o nim pewnie tak samo jak w Warszawie lub Krakowie, a także i w Moskwie. (...) Jeśli chodzi o sympatię Ukraińców, Stepan Bandera zajmuje ostatnie miejsca wraz z Petlurą i Stalinem. Nie zmienia to faktu, że w Galicji postać ta jest postrzegana inaczej”.

Pamięć (legenda) zderza się więc z historią. Młodzi cykliści prawdopodobnie z całym przekonaniem czczą pamięć narodowego bohatera. Historycy? Jak mówi prof. Hrycak: „historykom pozostaje metodyczne odbrązawianie postaci z pomników – zarówno tych komunistycznych ze wschodu, jak i tych nacjonalistycznych z zachodu”. A organizatorzy? Ignorancja? Bezmyślność? Nawet jeśli chodziło o prowokację, o wywołanie napięcia w stosunkach polsko-ukraińskich, to absolutnie nie wolno dać się sprowokować. Niefortunny rajd dzieci i młodzieży nie musi być podnoszony do rangi międzynarodowego incydentu. Nie pierwszy to przypadek rozdmuchiwania wydarzeń tak, by zaszkodziły trudnym relacjom między naszymi narodami. Nie wchodźmy w to, nawet jeśli grupa dzieci przejedzie śladami Bandery.

http://tygodnik.onet.pl

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

KRESY-KRESY-KRESY

Tak uwielbiany przez ks. Isakowicza-Zalewskiego portal www.kresy.pl podaje także informacje i odpowiada na pytanie dlaczego tragedia na Wołyniu?. W artykule "Polityka II Rzeczypospolitej wobec Ukraińców" pan Marek A. Koprowski pisze takie słowa: cyt "Wobec nieprzychylnej i wrogiej wobec państwa polskiego postawy Ukraińców, Warszawa starała się kreować odpowiednią politykę. Jej głównym celem było zapewnienie integralności terytorialnej państwa. By go osiągnąć, władze polskie starały się zapewnić Polakom dominującą rolę w urzędach i instytucjach państwowych w województwach zamieszkanych przez Ukraińców. Ponadto zwalczały wszystko, co było sprzeczne z polską racja stanu. Starały się jednak szukać porozumienia z Ukraińcami, ale na płaszczyźnie przez siebie proponowanej. Zdecydowanie więc odrzucały wszelkie postulaty autonomii dla Ukraińców. Od 1923r. do 1926r. realizowały w stosunku do nich politykę asymilacji narodowej. Ograniczały liczbę szkół z ukraińskim językiem nauczania. Nie zgodziły się na otwarcie we Lwowie Uniwersytetu Ukraińskiego, którego utworzenie zapowiadała ustawa o samorządzie województw południowo- wschodnich z 1922r. , idąc na ostry spór z Ukraińcami. Ci zorganizowali we Lwowie tajne kursy uniwersyteckie, które przekształcili w podziemny uniwersytet. Miał on 64 katedry, na których studiowało 1500 studentów. Ukraińcy zorganizowali także Ukraińską Szkołę Politechniczną. Obie te placówki zostały zlikwidowane przez polską policję."

Dramat Wołynia rozpoczął się od polityki państwa polskiego. Ale to jest historia. Nie popełnijmy błędów historii. Apeluję więc do księdza Tadeusza Isakowicza-Zalewskiego o zaprzestanie rozsiewania nienawiści między narodami bo nie godne jest to człowieka, w którym płynie ukraińska krew. Bo dobry ptak swojego gniazda nie kala. Ze względu na pamięć o Wielkim Papierzu Janie Pawle II, który głosił przebaczenie i miłosierdzie za wszelką cenę, niech ksiądz przestanie siać nienawiść, a zajmie się głoszeniem Ewangelii miłości Jezusa Chrystusa.

o.Pawło

P.S. Polecam przeczytać także biografię młodego księdza Jana Kuca proboszcza w Brzeżanach i jego rzeczywistość przenieść na teren Rzeczypospolitej Polski. Kapłani Kościoła Greckokatolickiego w Polsce borykają się z tymi samymi problemami.